Pigułki szczęścia

Kwiecień 6, 2009 | 1 komentarz

To przychodzi nagle. Wybucha z całą swoją intensywnością i wtedy jesteś bezradny. Albo czai się, pokazuje się tylko raz na jakiś czas, pozwala się nie docenić, zignorować. Prędzej czy później przychodzi jednak moment kiedy jest twoim towarzyszem od rana do nocy; wstaje razem z tobą o poranku, jest z tobą, gdy jesz śniadanie, jedziesz do pracy, usiłujesz się skupić na robocie.

Jesteś świadomy tego jak ważne jest dbanie o swoje zdrowie. Zabierasz go więc do lekarza. Robisz badania, jedne, drugie. I nic. Jest nie wytłumaczalny. Wracasz do swojego lekarza. Dostajesz pigułkę. Jesteś szczęśliwy. Cieszysz się, bo go już nie ma. Jesteś zwycięzcą. Zrobiłeś co było trzeba.

Mijają dni, miesiące, tygodnie. Bierzesz pigułki jak trzeba, regularnie chodzisz do tego sympatycznego lekarza co przyniósł ci ulgę, dostajesz kolejne recepty i posłusznie ustawiasz się w kolejce w aptece po nowy zapas. Niespodziewanie on się znów odzywa. Nie wydaje się tak wielki jak przedtem, lekarz uspokaja – zmienimy dawkę. Na trochę więcej.

Dni, miesiące, tygodnie – sytuacja się powtarza. Zaczynasz wsłuchiwać się w swoje ciało. Jesteś gotowy zareagować na każdą najmniejszą zmianę, na każde odstępstwo od normy. Koncentrujesz się na tym. To pochłania twoją uwagę. Pigułki przynoszą ulgę, ale już nie są tak dobre jak kiedyś. A może jestem na coś poważnie chory? – pytasz sam siebie. Niepewność rozdziera cię. Twoje emocjonalne dołki są co raz większe i częstsze. Doznań z organizmu na których można się skupić, chorób, których posiadanie można rozważyć przybywa. On znów z tobą jest. Większy, potężniejszy wszechogarniający. Pigułki osłabiają go tylko odrobinę.

Ten lekarz zaczyna cię już wkurzać. Psychiatra? Psychoterapeuta? Czy on mnie ma za wariata?! Ja tylko mam problem z nim. Na to pomagają pigułki! Twoja złość jest ogromna.

Wreszcie idziesz do tego cholernego speca od czubków. Rozmawiasz. Nawet fajnie się gada. Ale on w dalszym ciągu z tobą jest. Terapia? Miesiące trwania? To ja już poproszę pigułki…

Lęk, nie mający podłoża somatycznego ból, bezsenność, przyspieszone bicie serca, nerwowość – te i wiele innych objawów to najczęstszy sposób przepisywania przez lekarzy benzodiazepin. Działają, szybko, pewnie, przynoszą ogromną ulgę. Dlatego też lekarze przepisują je nadzwyczaj chętnie a pacjenci podchodzą do nich przeważnie bardzo entuzjastycznie (aczkolwiek to się powoli zmienia). Ciemna strona pigułek szczęścia to szybkie uzależnianie się od nich – to na poziomie fizycznym. Na poziomie psychiki zapraszają do zdecydowanego odrzucenia odpowiedzialności za siebie. Za dolegliwości i problemy , odpowiedzialne jest ciało, z którym nie wiadomo co się dzieje, czasem lekarze, którzy mają być niekompetentni bo nie potrafią pomóc. Objawy stają się centrum egzystencji – nic innego nie ma znaczenia.

Tymczasem dla każdego kto choć otarł się o psychiatrię, psychologię czy psychoterapię, oczywistym jest, że takie dolegliwości i brak dla nich uzasadnienia fizycznego, to wskazanie do jak najszybszego podjęcia psychoterapii. To wymaga jednak czasu, zajęcia się sobą, bez gwarancji szybkiej poprawy i całkowitego ustąpienia objawów. Tabletkę bierze się zdecydowanie szybciej.

Parę miesięcy temu słyszałem, GW ma w planach akcję dotyczącą zdrowia psychicznego. To rozpraszanie przesądów, obaw jest potrzebne. Tak jak i edukowanie w zakresie dbania o swoje zdrowie psychiczne. Mam nadzieję, że GW albo inne medium tym tematem prędzej czy później się zajmie. W przeciwnym wypadku benzodiazepinowych zombie będzie przybywać.


VN:F [1.9.3_1094]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)

Nie znaleziono powiązanych. Ale sam możesz przejrzeć inne wpisy!

Tagi: , , ,

Comments

1 Comment so far

  1. Makro on Maj 11, 2009 01:01

    Pozwolę sobie na wyrażenie stosunku do benzodiazepin. Benzodiazepiny są często wyrazem bezsilności, szczególnie, gdy żadne inne cudowne leki nie chcą działać lub pacjent jest terapeutycznie nieprzemakalny.
    Jednak coraz więcej lekarzy, szczególnie właśnie psychiatrów, unika stosowania leków z tej grupy.
    Mi się zdarza je stosować, ale zawsze pamiętając o niebezpieczeństwie i ściśle współpracując z psychoterapeutą. Mam nadzieję, że ilość pacjentów, którzy poznali „smak” benzodiazepin będzie znikoma, a „beznadziejnych” pacjentów w swoim gabinecie nie zobaczę.

    VA:F [1.9.3_1094]
    Rating: 0.0/5 (0 votes cast)
    VA:F [1.9.3_1094]
    Rating: 0 (from 0 votes)

Name (wymagane)

Email (wymagane)

Witryna internetowa

Speak your mind

?>