Pusty grób, puste dowody
Piotr Zychowicz w swoim artykule „Śledztwo w sprawie pustego grobu”, rozważając dowody na to, że Jezus Chrystus ponad wszelką wątpliwość powrócił do świata żywych po ukrzyżowaniu, dramatycznie zapytuje: „Sceptycy często pytają nas, dlaczego wierzymy w coś takiego jak zmartwychwstanie. Tymczasem to my powinniśmy ich pytać: dlaczego w nie nie wierzycie, skoro dostarczamy wam tylu dowodów.”
Niestety ilość tych dowodów, nie przechodzi w ich jakość, zaś kilka prostych pytań, podważa prawdziwość całego wywodu.
Najważniejszym źródłem dotyczącym zmartwychwstania Jezusa są Ewangelie. Czy jednak źródła te są wiarygodne i autentyczne? – Jeżeli rzeczywiście mielibyśmy do czynienia z dokonanym po wielu latach fałszerstwem, byłoby to najdoskonalsze fałszerstwo w dziejach. Jest to po prostu niemożliwe, Ewangelie były bowiem cytowane przez wielu innych autorów i na tej podstawie możemy dość precyzyjnie określić datę ich powstania – podkreśla prof. Bauckham.
I dodaje: – Teksty te są również pełne rozmaitych szczegółów i niuansów, które pokazują, że zostały napisane przez ludzi doskonale znających realia epoki. Historycy nie mają wątpliwości, że powstały pomiędzy końcem lat 60. i końcem lat 90. Wcześniej zaś opowieść o zmartwychwstaniu była przekazywana ustnie przez naocznych świadków tego wydarzenia – apostołów.
Być może gdyby cytowany przez Piotra Zychowicza nie był chrześcijańskim biblistą a normalnym historykiem, bez imperatywu udowadniania na gruncie naukowych metod tego w co wierzy to zastanowiłby się co dzieje się z opowieścią przez wiele lat przenoszoną z ust do ust. Jak ją można wyolbrzymić, ubarwić, dodać trochę magii i tajemnicy. Co więcej, warto tutaj także zwrócić na źródło tychże opowieści – apostołów – żywotnie zainteresowanych taką a nie inną wersją historii o Jezusie Chrystusie i jego zmartwychwstaniu. Moim zdaniem mamy tutaj do czynienia z najzwyklejszą legendą – na rzeczywiste wydarzenia nałożone zostało myślenie życzeniowe a to co co było przypuszczeniem, domysłem czy jakąś nadzieją w pierwszej wersji historii po kilkunastu jej opowiedzeniach stało się niesłychanym faktem. Proszę o wybaczenie ale taki dowód, to żaden dowód – a jeśli już to na chciejstwo i na wyłączenie zdroworozsądkowego myślenia.
Dlatego też argument dotyczący spisanych relacji, różnic między nimi do mnie nie trafia – wszystkie były napisane na temat tej samej przekazywanej z ust do ust opowieści. Tyle że każdy z autorów przedstawił to inaczej.
W tym miejscu dyskusję z badaczami biblii można w zasadzie zakończyć. Wszelkie bowiem kolejne dowody opierają się na założeniu że opowiadana sobie przez wiele lat przez ludzi historia o zmartwychwstaniu Jezusa jest autentyczna i nie podlega zniekształceniom. Dla kogoś kto bardzo chce w to wierzyć, i ma potrzebę udowodnienia tego że coś takiego miało miejsce, to założenie jest zapewne do przyjęcia. Dla mnie absolutnie nie. W dalszym ciągu brak przekonujących dowodów na jakiekolwiek nadnaturalne zdolności i działania Jezusa.
Przykro mi panie Piotrze, taki zestaw argumentów, mnie, sceptyka zupełnie nie przekonuje.

