Głosuje
Przewidywana frekwencja: 25 procent. Jutro wybory do Parlamentu Europejskiego, a wszystko wskazuje na to, że Polacy je najzwyczajniej w świecie zignorują. Ba, niektórzy nawet mówią o tym otwarcie.
Argumenty od wielu lat te same: brak poczucia wpływu na cokolwiek, zachowania polityków (tych dużych i tych małych) odstręczające od jakiekolwiek interesowania się polityką i na dodatek puste obietnice, których nikt nawet nie ma zamiaru próbować spełniać.
Do tego jeszcze z Parlamentem Europejskim kłopot jest taki, że wpływ tej instytucji na cokolwiek jest zupełnie minimalny, co w konsekwencji sprawia, że europosłowie jawią się jako niespecjalnie użyteczni pobieracze pensji.
Mimo tego, jutro zagłosuje. Uważam, że twierdzenie iż żaden kandydat nie jest godzien głosu lub odstąpienie od wyborów gdy ten upatrzony wcześniej zrobi coś co dyskwalifikuje go jako europosła w oczach danego wyborcy to nonsens. Chętnych, na posadę w Brukseli, jest taka masa, że spokojnie można kogoś swoim głosem obdarzyć. Trzeba jednak podjąć trochę wysiłku, co jest trudniejsze niż przybranie postawy opozycjno-buntowniczej.
Te wybory, zresztą jak każde inne, mają jeszcze jeden aspekt; każda elekcja jest świetną okazją do wyrażenia swojego zdania, nagrodzenia jakiegoś ugrupowania lub pokazania mu czerwonej kartki. Niski wynik w tych wyborach będzie miał bezpośrednie przełożenie na postrzeganie ugrupowania przez kolejne miesiące. Wie o tym świetnie Prawo i Sprawiedliwość, któremu ostatnie przedwyborcze sondaże wróżyły klęskę w konfrontacji z Platformą Obywatelską. Stąd te nerwowe ruchy, angażowanie prezydenta i strzelanie na oślep zupełnie nie związanymi z jutrzejszymi wyborami spotami.
Dla mnie pójście do wyborczej urny to jeden z obowiązków jako obywatela, dokładnie taki sam jak płacenie podatków. Można się obrazić na rzeczywistość, udawać że jej nie ma; tyle że to jest właśnie to czego oczekują różne szajbusy z prawej i lewej strony. Że ci myślący, mniej lub bardziej trzymający się ziemii i zdrowego rozsądku odpuszczą sobie. Wtedy wybierać będzie łatwo manipulowalana gawiedź, która przyjmię każdą bzdurę czy chwytliwe hasełko. Przećwiczyliśmy to z Lepperem, przećwiczyliśmy to z Giertychem. Komu mało, niech olewa dalej.
Osobna kwestia to cisza wyborcza. W obecnych czasach to relikt i absurd. Że może doprowadzić do zupełnie kuriozalnych sytuacji pokazały ostatnie wybory, kiedy to z powodu problemów w jednej z komisji, blisko godzinę opóźniło sie globalne ogłoszenie wyników. Bardzo jestem ciekaw, czy zwolennicy tej tradycji, naprawdę wierzą, że „czas na refleksje”, ktokolwiek wykorzystuje w ten sposób. I jeśli nie, to po co właściwie cisza jest ?

Udział w wyborach to przywilej a nie obowiązek. Płacenie podatków jest w Polsce egzekwowane poprzez sankcje, a udział w wyborach nie.
Dlaczego mam milczeć o swoim wyborze nie-głosowanie w czasie kiedy inni chwalą się tym, że byli zagłosować. Wg Ciebie jestem obywatelem niższej kategorii?
@Martyna
A gdzie ja coś takiego napisałem? Uważam jedynie, że nie-głosowanie to odrzucanie odpowiedzialności za miejsce, w którym się żyje, pracuje. Można to zrobić, nikt głowy Ci za to nie urwie, mandatu nie nałoży. „Sankcją” w tym przypadku bardziej są szajbusy przy władzy i ośmieszanie Polski na arenie międzynarodowej. Szkoda, że tylko nieco ponad 1/4 osób w Polsce się tym przejmuje…
Napisałeś : „Ba, niektórzy nawet mówią o tym otwarcie.” Dla mnie ma to wydźwięk, ton negatywny. Nie-głosowanie nie jest odrzuceniem odpowiedzialności za miejsce w jakim się przebywa. Dużo ludzi chodzi głosować tak naprawdę nie wiedząc na kogo, poczytaj chociażby o magii nazwisk Marcinkiewicz, Wałęsa cz Hibner w tych wyborach a zobaczysz ile głosów zostało oddanych tylko dlatego, że ktoś ma słynne nazwisko. To jest marnowanie swojego głosu.
Ja wiem, że nikt mi za nie-głosowanie głowy nie urwie i nie nałoży sankcji. O sankcji mówiłam w kontekście porównania obowiązkowego płacenia podatków do nieobowiązkowego głosowania w wyborach.
Pozdrawiam.
@Martyna
Nie zgadzam się z Tobą. Dla mnie nie-głosowanie jest jednoznacznym odrzuceniem obywatelskiej odpowiedzialności za miejsce, w którym się żyje. Głosowanie to jeden ze sposobów oddziaływania na władze – jeśli z niego nie korzystasz, to z tych czy innych powodów, z tego wpływu rezygnujesz, można interpretować jako obojętność na to kto i jak rządzi.
Nie zgadzam się również, że oddanie głosu, kierując się kryterium znanego nazwiska jest jego marnowaniem; stopnie zaangażowania w życie polityczne kraju mogą być różne. Od czynnego w niej udziału, po pójście raz na jakiś czas do wyborczej urny. Wałęsa, Marcinkiewicz, to ludzie znani ale z jakiegoś powodu – reprezentują sobą jakieś postawy, emocje etc. Z jakiegoś powodu jednym one są bliższe, z czymś się wiążą. I dlatego ludzie dają temu wyraz przy urnach – nic w tym złego, moim zdaniem, nie ma.
Podejścia do obowiązków też mogą być różne – niektórzy robią pewne rzeczy bo jak ich nie zrobią to zostaną ukarani, inni podejmują aktywności bo są przekonani w mniejszym lub większym stopniu o ich słuszności lub konieczności i nie ma dla nich znaczenia że z powodu zaniechania spotkać może jakaś sankcja.
Pozdrawiam serdecznie
Sophers, offtopicowo napiszę, ale muszę to napisać.
Jak czytam Twojego Blipa to wymiękam
Masz poczucie humoru !
Pozdroooooooooooooooooooo
Sophers o jakim Ty Marcinkiewiczu mówisz?