Wszystko wiedzący psychoterapeuta?
Kiedy podczas pierwszej sesji pytam klientów czego oczekują od przychodzenia do mnie uzyskuje rozmaite odpowiedzi; jedne z najczęstszych to „aby mi pan powiedział co ja mam zrobić” albo „żeby mi pan poradził jak rozwiązać ten problem”
Jakkolwiek takie określenie celu wizyt dostarcza mi pewnych trudności (o tym za chwilę) to jednak zupełnie mnie nie dziwi. Sami psycholodzy, psychoterapeuci zapracowali sobie na postrzeganie ich jako strażników wiedzy tajemnej z kluczem do ludzkiej psychiki i sposobów rozwiązywania problemów z niej wynikających.
Zygmunt Freud, tworząc teorię psychoanalityczną, zaprezentował zupełnie nowy „świat”. Konstrukty psychiczne, mechanizmy obronne, popędy, obiekty te wszystkie i wiele innych analitycznych pojęć brzmi niepokojąco i tajemniczo. W terminach tych formułowane są opisy skomplikowanych procesów psychicznych, prowadzących do doświadczanych przez ludzi problemów. W tym ujęciu jedynym posiadającym wiedzę o istocie problemów ich przyczynie oraz możliwych rozwiązaniach jest terapeuta; tylko od jego aktywności oraz profesjonalizmu zależy kiedy klient osiągnie poprawę, zaś wszelkie niepowodzenia w tym procesie wiążą się głównie z nieświadomym oporem przed zmianą.
Taką pozycję terapeucie w większym i mniejszym stopniu przez wiele lat nadawały praktycznie wszystkie szkoły terapeutyczne; każda z nich w swoich terminach opisywała funkcjonowanie człowieka.
Najnowsze nurty terapeutyczne, narracyjne, konstrukcjonistyczne pozycjonują już osobę terapeuty w sposób zupełnie odmienny; wychodząc z założenia o braku obiektywnej, odkrywanej rzeczywistości co do której formułować można by kategoryczne sądy a wskazując na właściwości układu nerwowego oraz wynikający z tego proces konstruowania poznania odbierają terapeucie pozycję eksperta od psychiki i człowieka. Terapeuta nie widzi ani nie wie więcej niż klient. Jego subiektywność nie jest w niczym lepsza ani gorsza od subiektywności klienta. Zadaniem terapeuty w takiej sytuacji jest wpływać na procesy konstruowania rzeczywistości, szukać w nich tego co powoduje doświadczane problemy i razem z klientem zastanawiać się nad ich rozwiązaniem. Niektórzy lubią określać terapeutę w tym ujęciu jedynie jako „eksperta od rozmowy”.
Przyjęcie takiego patrzenia na terapię uniemożliwia dawanie rad, gotowych rozwiązań czy nawet delikatnych wskazówek; w gruncie rzeczy terapeuta nie wie jakie jest remedium na trudności siedzącego przed nim klienta. Oferuje jednak swoje pełne zaangażowanie i wiedzę na temat wspólnych z klientem poszukiwań użytecznych rozwiązań.
Nie ukrywam że opisane powyżej podejście jest mi bliskie; zauroczyło mnie z miejsca, 4 lata temu w Poznaniu podczas pierwszego szkolenia z terapii systemowej i w tej fascynacji trzyma po dziś dzień. Dlatego tak trudno mi czasem pracować z klientami, którzy oczekują szybkich i konkretnych rozwiązań. Wtedy potrzeba trochę czasu na to aby ich przekonać że mają w sobie zasoby do znalezienia odpowiedzi na dręczące ich pytania.
PS. Polecam jeszcze mój tekst o odpowiedzialności psychoterapeuty na starym blogasku

dziwnie brzmi, gdy lekarz o pacjentach mówi „klient”… ja rozumiem, że pieniądze, które się z nich ma, są kluczowe i najważniejsze, bo już ich kondycja i samopoczucie, że o zdrowiu nie odważę się napisać, nie znaczą nic… ale mimo wszystko apeluję do pana „biznesmena” o zachowanie przynajmniej resztek pozorów…
Używanie słowa „klient” ma nieco inne znaczenie; określanie per pacjent wiążę się z zakładaniem z góry u człowieka jakiegoś rodzaju słabości, niedostosowania, choroby – czyli stawia na pierwszym planie problem i poprzez niego określa się człowieka. Natomiast „klient” to założenie, że o to człowiek, który radzi sobie w większości sytuacji ale jest pewien wycinek jego życia, w którym trapi go taki czy inny problem. Przychodzi zatem do psychoterapeuty po to aby sobie z nim poradzić, poszukać dla siebie rozwiązania, uzyskać pewnego rodzaju usługę.
Dlatego określenia „klient” używam zarówno w gabinecie prywatnym jak i wobec tych, z którymi spotykam się w szpitalu a Ci nie płacą mi przecież ani grosza
Pozdrawiam