cze
25
Wina lekarzy
Czerwiec 25, 2009 | 4 komentarzy
W ostatni weekend w papierowych „Wysokich Obcasach” a wczoraj na stronach „Gazety” pojawił się artykuł Joanny Szczepkowskiej „Please, please, please”. Jest to dramatyczna opowieść o 21 – letniej Magdzie, która przez dłuższy czas zmagała się z olbrzymim smutkiem, brakiem chęci do życia, wahaniami nastroju oraz myślami samobójczymi. Tekst Szczepkowskiej wzbogacony o fragmenty poezji tworzonej przez Magdę, kreuje obraz zdolnej, ambitnej dziewczyny, która mimo trapiących ją trudności osiąga zamierzone cele, poświęca się dla innych. Ostatecznie przegrywa jednak walkę ze sobą i odbiera sobie życie.
Centralną postacią tej opowieści jest cierpiąca po stracie córki matka, opowiadająca o próbach uzyskania pomocy. Artykuł jest tak skonstruowany aby wskazać czytelnikowi winnych śmierci Magdy – lekarzy i terapeutów ze szpitala psychiatrycznego, do którego trafiła bohaterka tekstu. Zdaniem matki oraz rozmawiającej z nią autorki popełnili oni błąd lub co najmniej nie wykazali się wystarczającym zaangażowaniem w leczenie dziewczyny, zgadzając się na jej wyjście z oddziału pomimo gróźb samobójczych jakie wypowiadała podczas wizyty u lekarza kierującego ją na oddział (a więc przed rozpoczęciem leczenia w szpitalu)
Artykuł wywołał ożywioną dyskusję (ponad 200 komentarzy) i sądząc po lekturze z nich doskonale spełnił swoje zadanie; część z komentatorów z oburzeniem wypowiada się o bezdusznych lekarzach, błędnych diagnozach i karygodnych zaniedbaniach prowadzących w konsekwencji do samobójczej śmierci Magdy.Powtarza się również niezrozumienie dla tłumaczenia lekarzy iż Magda „jest osobą dorosłą i decyduje sama za siebie”
Moim zdaniem jednak, sytuacja nie jest tak jednoznaczna i oczywista jak chciałaby tego autorka tekstu.
Po pierwsze: opisy tego co działo się z Magdą gdy była dzieckiem a potem gdy wchodziła w wiek dojrzewania poruszają do żywego, przerażają; mi w głowie jednak pojawia się pytanie: Co rodzice robili gdy ich córka wyrywała sobie włosy z głowy czy w późniejszym okresie barykadowała się w pokoju? Jak to się stało że matka przekonała córkę do skorzystania z pomocy terapeutów dopiero wtedy gdy była już praktycznie dorosła? Szkoda, że autorka nie zadała tych pytań.
Po drugie: co takiego trudnego jest w zrozumieniu że istnieje kilka, jasno określonych przypadków, w których lekarz może zatrzymać dorosłą osobę wbrew jej woli w szpitalu psychiatrycznym; jednym z nich jest zagrażanie sobie lub innym. Z tego co można wyczytać w tym artykule wynika, że gdy Magda zażądała wypisu z oddziału takie zagrożenie nie występowało a przynajmniej lekarze go u niej nie dostrzegali.
Żaden psychiatra, psychoterapeuta czy psycholog nie jest w stanie pomóc komuś kto tej pomocy kategorycznie odmawia lub widzi lepsze sposoby na poradzenie sobie ze swoimi kłopotami. Jeżeli ktoś nie jest przekonany do leczenia to można jedynie go do tego zachęcać, motywować. Ostateczną decyzję podejmuje jednak pacjent i lekarz musi ją uszanować.
Utrata dziecka to dla rodzica tragedia; naturalnym w procesie radzenia sobie z nią jest początkowe ustalanie kto się do tego przyczynił, domaganie się wyciągnięcia konsekwencji. Jednak używanie zrozpaczonego rodzica do dokopania tym, którzy zajmują się zdrowiem psychicznym jest, delikatnie mówiąc, niesmaczne.
No co w takim razie – mógłby ktoś zapytać – to jak ktoś chce się zabić to jego rodzina, przyjaciele, są bezradni, jak ktoś pogrąża się w smutku i beznadziei to już nic nie można zrobić? Odpowiedź brzmi oczywiście nie: w takich sytuacjach duża część odpowiedzialności spoczywa na rodzinie i bliskich. Mimo, że to czasami cholernie trudne, trzeba mieć gotowość na niezadowalanie się deklaracjami „wszystko ok”, „nic mi nie jest”, „poradzę sobie z tym” Moim zdaniem potrzeba wtedy wzmożonej obecności w życiu takiej osoby i szybkiego reagowania na sygnały świadczące o pogarszaniu się jej stanu. Jest to moment na nawiązanie kontaktu z profesjonalistą, być może początkowo na zasadzie konsultacji, po to by nie przegapić momentu, w którym na jakiekolwiek działanie może być już za późno.
Obecność oraz wspólne zaangażowanie rodziny, bliskich oraz przyjaciół może być pomocne osobom, które znajdują się w takiej sytuacji jak Magda. Może wtedy takich tragedii będzie mniej.
Przeczytaj także:
Tagi: psychiatria, psycholog, psychoterapiaComments
4 Comments so far

Witam ponownie. Przeczytałam ten artykuł i przyznam, że zrobił na mnie wrażenie. Ale wywołał także mieszane uczucia. Wydaje mi się, że jedyną sprawiedliwą opcją opisu tych wydarzeń, całej choroby Marty byłaby opcja, gdyby wypowiedzieli się lekarze, którzy mieli do czynienia z Magdą.
Co do notki – „Co rodzice robili gdy ich córka wyrywała sobie włosy z głowy czy w późniejszym okresie barykadowała się w pokoju?”. Czy naprawdę twierdzisz, że rodzice mają możliwość cały czas pilnowania swojego dziecka? Nawet najbardziej zaangażowany rodzic nie jest w stanie wyłapać wszystkich złych zachowań u swojego dziecka. Poza tym z wypowiedzi matki Magdy wywnioskowałam, ze obie miały bardzo dobry kontakt i p. Anna była dla Magdy wsparciem.
Pozdrawiam.
To są zachowania ekstremalne, zagrażające życiu i zdrowiu dziecka. Tu jest konieczne natychmiastowe działanie i szukanie pomocy u specjalistów. Nie ma innej możliwości. Jeżeli coś takiego się prześpi, jakoś zracjonalizuje lub uwierzy uspokajającym zapewnieniom dziecka to jest to ewidentne działanie na szkodę swojej latorośli.
A co do dobrego kontaktu, to przypominam że jest to opowieść i wersja matki. Nie wiemy jak tą sama historię opowiedziałby np. ojciec Magdy.
Pozdrawiam jedyną komentatorkę mojego blogaska
Moim zdaniem w tej historii jest wiele rzeczy niedopowiedzianych- relacje Magdy z pozostałymi osobami w rodzinie, prawdziwa diagnoza jej zaburzenia (w artykule jest przedstawiana jako ciężka depresja, ale jest tez wspomniane,że miała jakiś epizod maniakalny, więc dwubiegunówka; z kolei na wypisie ma zaburzenia osobowości-mimo,ze to tylko formalna diagnoza wyjaśnia wiele rzeczy). Poza tym nie za bardzo rozumiem wymowę artykułu-ma on oskarżać bezdusznych lekarzy? pokazać,ze są do niczego? pokazać chorym i cierpiącym, że nawet nie ma sensu zwracać się do lekarzy o pomoc? myślę,ze osoba zmagająca się z depresją po lekturze tego artykułu może dojść do wniosku, ze i tak nikt jej nie pomoże
. jak dla mnie trochę bez sensu…
Nie dziwi pewnie nikogo, że matka obwinia wszystkich dookoła za śmierć dziecka. To trudny okres, trzeba mieć w sobie wiele zrozumienia dla sytuacji matki.
Jako lekarz już dawno nauczyłem się, że nie ma takiej siły, która jest w stanie zapobiec każdemu ewentualnemu nieszczęściu. Nawet jeżeli wykażemy maksimum dobrej woli i zaangażowania. Człowiek jest jednostką samodzielną, która potrafi dokonywać wyborów. Można ustrzec pacjenta przed śmiercią, jeżeli wybór jej jest efektem choroby. A jeżeli tej choroby nie ma? Lub jeżeli potrafi tak dobrze i długo dyssymulować? Niestety mocy boskich nikt nie posiada.
Obwiniać można tylko media, które jak zwykle z każdej tragedii próbują coś dla siebie uskrobać.