Weryfikacja do zawodu psychologa
Mniejsze i większe dyskusje na ten temat obserwowałem ostatnio w kilku miejscach, ale zdecydowanie najgorętsza wybuchła na Goldenline. Zaczęło się od twierdzeń pewnej pani iż „29 na 30″ spotkanych przez nią psychologów nie nadaje się do tego zawodu a już znalezienie kogoś odpowiedniego (czyli prawdziwego, z powołaniem) w celu uzyskania pomocy graniczy niemal z cudem. Przyczyną takiego stanu rzeczy jest fakt, iż „na psychologię idą głównie ci, którzy sami potrzebują pomocy” Z tak wielkimi generalizacjami, uproszczeniami i stereotypami trudno jest dyskutować.
Niemniej jednak kilka postów niżej rozgorzała wymiana zdań na temat tego czy i w jaki sposób należałoby sprawdzać osoby wybierające psychologię jako kierunek studiów. Pomysły pojawiały się różne: od wszechstronnej diagnostyki psychologicznej, przez intensywne zajęcia terapeutyczne w trakcie studiów, po umożliwienie studiowania psychologii osobom, które mają ukończony 30 rok życia.
Wczoraj na podobny temat przez krótką chwilę dyskutowałem z koleżanką. Jej zdaniem to uczelnia powinna na zakończenie studiów weryfikować przydatność absolwenta do wykonywania tego zawodu i w razie potrzeby takiego prawa odmawiać.
W tej i podobnych dyskusjach jakoś zakrzyczany często zostaje fakt iż studiowanie psychologii nie implikuje bycia w przyszłości psychoterapeutą, ba nawet ukończenie tak popularnej wśród studentów specjalności z psychologii klinicznej nie oznacza, że świeżo upieczony psycholog cokolwiek z pracą klinicysty będzie miał wspólnego. Po psychologii można robić tysiące rzeczy – to tylko pewna podstawa a każdy sam decyduje w jakim kierunku chce się dalej rozwijać – jeden pójdzie w kierunku psychoterapii, drugi pójdzie w różne historie biznesowe czy dziennikarskie.
Oczywiście, w tym zawodzie zdarzają się partacze (dokładnie tak samo jak np. w budowlance, medycynie czy wśród urzędników) oraz osoby, które z tych czy innych powodów nie powinny pracować jako terapeuci (jeżeli wybiorą tą ścieżkę rozwoju; nie każdy psycholog to od razu terapeuta). Nie zgadzam się jednak ze stwierdzeniem, że takich jest jakaś ogromna ilość – to moim zdaniem jednostkowe przypadki.
Wszelkie sposoby weryfikowania przydatności do tego zawodu gdy człowiek ma 19-20 lat są moim zdaniem nonsensowne. Ten moment życia to czas intensywnego rozwoju psychicznego, intelektualnego, moment pewnego przełomu związanego z usamodzielnianiem się, czyli czas znaczących przemian w życiu młodego człowieka. To jaki jest w tym momencie ma determinować to co będzie robił 5-6 lat później?
Ponadto przekonanie że psychologiczne testy (czy to psychometryczne czy projekcyjne) opowiadają jakąś „obiektywną prawdę” o badanym jest nieco złudne. Wszystkie narzędzia mają swoje większe i mniejsze ograniczenia, a ich wyniki to uproszczony i mocno zredukowany obraz człowieka. Decydowanie na ich podstawie o blokowaniu dostępu do tego czy innego zawodu pachnie dyskryminacją.
Kolejna kwestia wiąże się z tymi, którzy ewentualnej weryfikacji mieliby dokonywać; pole dla osobistych uprzedzeń i interesów jest ogromne. Jeżeli się bardzo chce, to w każdym można znaleźć jakąś patologię.
Jak zatem dochodzi kto się do tego zawodu nadaje a kto nie? Moim zdaniem najlepszym weryfikatorem jest rynek. Jak w każdym innym zawodzie, słabi psycholodzy, nie radzący sobie ze swoimi problemami, czy nie dbający o własny rozwój i zwiększanie swoich umiejętności, prędzej czy później wypadną z „obiegu” albo odejdą do takich zajęć gdzie ich trudności nie stanowią jakiegoś dramatycznego kłopotu dla właściwego wykonywania obowiązków.
Wszelkie sposoby na ograniczanie dostępu do zawodu w imię „wyższego dobra” są niepotrzebne i dodatkowo potencjalnie patologiczne.

Bardzo rozsądny głos w dyskusji. Rzeczywiście ludzie mają bardzo ograniczone pojęcie psychologa – w mediach królują raczej psychoterapeuci i psychopaci, więc to oni są typowymi przedstawicielami gatunku związanego z problemami psychiki. Ludziom rzadko chce się myśleć i drążyć temat dalej ponad absolutne minimum, by dowiedzieć się, że świeżo upieczony psycholog ma nieograniczone możliwości dalszej pracy – od gazet, poradników, przez marketing, reklamę, szkolenia, badań naukowych, ekspertów do kognitywistyki czy innych takich. Ja osobiście nie planuję być psychoterapeutą a psychologię kocham i studiuję.