wrz
19
Kazik kontra rzeczywistość
Wrzesień 19, 2009 | Skomentuj ten tekst
Na dwa tygodnie przed planowaną premierą w sieci bez wiedzy i zgody zespołu udostępniony zostaje nowy album Kultu „Hurra”. Oczekiwana od czterech lat płyta, wystawia na próbę cierpliwość fanów, sporo z nich nie zdołało się powstrzymać, o czym część z nich pisze na oficjalnym forum artysty. Dowiedziawszy się o tym Staszewski wpada w złość i bezpośrednio ją artykułuje. Podkręca to radykalnie temperaturę dyskusji na forum, wzbudza sprzeciw dużej części fanów kazikowej twórczości udzielających się na forum zaś samego Kazika prowokuje do odebrania, po 11 latach, patronatu nad forum. Analizę tej sytuacji oraz jej konsekwencji można poczytać u Roodego oraz Człowieka-Łosia (vel. Mateusza Zimmermana).
Dla mnie, to bolesna konfrontacja sposobu myślenia nieco nie przystającego do czasów w jakich żyjemy – do powszechnego, łatwego dostępu do owoców twórczości artystycznej i właściwości internetu jako takiego. Nie twierdzę, że Kazik z pokorą winien przyjąć fakt, iż ktoś mając dostęp do płyty na kilkanaście dni przed jej premierą, wrzuca ją do sieci, sądzę jednak że przywiązaniem do archaicznego sposobu dystrybuowania swojej twórczości sytuację taką sprowokował tym samym fundując sobie ogromną złość i konflikt z najbardziej oddaną mu grupą fanów. Zastanawiam się, czy gdyby płyta (jak to zwykle bywa) pojawiła się w sieci w dniu premiery (lub chwilę później) to czy jego wzburzenie miałoby taką samą siłę jak w tej chwili. I co to właściwie dla niego zmienia?
Bo że by się pojawiła to nie mam najmniejszych wątpliwości. Wystarczy prześledzić daty premier kilku choćby płyt i czas ich udostępnienia np. na forum peb.pl żeby dostrzec iż jest to reguła. Reguła, której nie da się zwalczyć choćby i najbardziej wymyślnymi restrykcjami i karami, z której istnieniem nie zdołał sobie poradzić nikt na świecie a co raz więcej artystów przestaje z nią walczyć.
Mamy bowiem epokę szybkiego, łatwego a zwłaszcza maksymalnie wygodnego dostępu do filmów, muzyki czy gier komputerowych. Dla wielu, nie jest istotne fizyczne posiadanie błyszczącej płyty, kolorowej książeczki i wypasionego pudełka. Nie mają ochoty lub czasu na łażenie po sklepach i wyczekiwanie na to czy u pobliskiego sprzedawcy płyta pojawi się jutro czy dopiero za tydzień, albo zastanawianie się nad tym za ile dni do drzwi z wyczekiwanym wydawnictwem zastuka kurier. Mile widziany natomiast jest jak najszybszy dostęp, zminimalizowane koszty i możliwość zapoznania się, przynajmniej częściowego, z materiałem przed wydaniem na niego pieniędzy.
Dla wielu artystów jest to jasne jak słońce, żeby nie szukać daleko, wystarczy wspomnieć o Radiohead, które w ogóle z wydawania płyt CD zrezygnowało lub o Pearl Jam nie mającym problemu w udostępnieniu w całości nowego albumu na myspace.com.
Kto tego nie zrozumie lub nie zaakceptuje naraża się na frustrację oraz straty finansowe i wizerunkowe. Można się złościć i obrażać na rzeczywistość tak jak czyni to Kazimierz Staszewski, wątpię jednak czy cokolwiek to konstruktywnego i wymiernego przyniesie. Dla Staszewskiego i innych polskich artystów w dobie spadających nakładów płyt, oglądania przez kupujących każdego grosza to jest ostatni dzwonek żeby coś zmienić. W przeciwnym wypadku co raz więcej do tego biznesu będą musieli dokładać a potencjalnie zarobione pieniądze przeciekać im między palcami zaczną zdecydowanie większym strumieniem niż to się dzieje obecnie.
Zdaję sobie sprawę, że cały przemysł muzyczny to system naczyń połączonych, że oprócz interesów artystów i ich fanów są wytwórnie płytowe, studia nagraniowe, sklepy i że każdy chce swoją działkę zarobić. Bez głębokich przemian wszyscy oni skazują się jednak na wyczerpującą walkę o przetrwanie i skazane na niepowodzenie walczenie z rzeczywistością.
Z sentymentu dla Ciebie Kazimierzu Staszewski, życzę abyś zdołał na problem wywołany przeciekiem „Hurry” spojrzeć inaczej niż dotychczas
Nie znaleziono powiązanych. Ale sam możesz przejrzeć inne wpisy!
Tagi: kazik, muzyka, społeczeństwo