gru
2
Leczyć po ludzku – czyli jak ?
Grudzień 2, 2009 | 2 komentarzy
“Gazeta Wyborcza” w ostatni poniedziałek zainaugurowała nową akcję “Leczyć po ludzku”; jej celem jest zbadanie tego z jakim traktowaniem przez lekarzy spotykają się pacjenci i promowanie, dobrych pozytywnych postaw. Najgłośniejsza tego typu akcja “Wyborczej” “Rodzić po ludzku” trwa od wielu lat, owocując edukacją na temat porodów oraz rankingiem najprzyjaźniejszych miejsc dla przyszłych mam.
Nie wiem, jaki jest zamysł obecnej akcji; póki co dostaliśmy list lekarki spodziewającej się skomasowanego ataku, oraz pierwsze jego salwy: lawinę skarg i utyskiwań na bezduszny, nieczuły, lekceważących pacjentów oraz swoje obowiązki personel medyczny. Żadne to zaskoczenie: niemal każdy zna opowieści o chamskich medykach, przekazywane i rozdmuchiwane z ust do ust, stale zasilający stereotypowe postrzeganie lekarzy jako zadufanych w sobie, mających w głębokim poważaniu szukających u nich pomocy schorowanych ludzi. Powstały, wspomniane już na tym blogasku, serwisy na których można spokojnie, z zachowaniem pełnej anonimowości wylać swój żal i frustrację na dowolnego lekarza. Wielce jestem ciekaw czy z akcji wyjdzie coś ponad medialnie atrakcyjne gnojenie środowiska medycznego.
Sam pracuję w publicznej służbie zdrowia (aczkolwiek w specyficznej jego działce), w rodzinie mam lekarza i sporadycznie bywam pacjentem. Z każdej z tych perspektyw problem traktowania lekarzy przez pacjentów wygląda inaczej.
Każdy kto pracuje w służbie zdrowia jest elementem systemu; systemu niewydolnego, częstokroć absurdalnego, niesłychanie wymagającego, chronicznie niedofinansowanego będącego kartą przetargową kolejnych ekip politycznych, co jakiś czas padającego ofiarą radosnych, genialnych reform. Podstawą tego systemu jest hasło: pomoc zdrowotna ma być za darmo. W zderzeniu z realiami gospodarczymi nie tak znowu bogatego kraju jakim jest Polska jest to kompletna utopia. To to założenie sprawia, że człowiek po 11 latach ciężkiej nauki (studia + specjalizacja) musi pracować w kilku miejscach aby zarobić na życie, choć trochę powyżej krajowej przeciętnej, z tego założenia wynika roszczeniowość i agresja tych, którzy z realiami systemu spotykają się jako jego beneficjenci. I jeszcze większy poziom ich agresji gdy dowiadują się o bajecznych zarobkach lekarzy – o tym jaki wysiłek się za nimi kryje mówi się rzadko,a jeśli już to pogardliwie (“Jak ci się nie podoba to zmień zawód!”) – do ministra sprawiedliwości oskarżającego bezpodstawnie chirurga o morderstwo i zarabianie na dramacie pacjentów i ich rodzin całkiem niedaleko. To tylko może nieco bardziej wysublimowana forma tej samej złości. System znieczula, stępia ludzkie odruchy, żeby w nim przetrwać czasami trzeba się trochę odczłowieczyć.
Idealny lekarz to fachowiec w swojej dziedzinie, obdarzony empatią, współczuciem, pełen poświęcenia i dobrych chęci. W pełni zaangażowany bo doskonale rozumiejący co przeżywa i jak myśli cierpiący pacjent. Przeglądając Ramowy Program Nauczania, Wydziału Lekarskiego I Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, zastanawiam się co takiego robią odpowiedzialni za kształcenie przyszłych pokoleń medyków by swoich uczniów choć odrobinę do tego ideału zbliżyć. W ciągu sześciu lat studiów przyszły lekarz ma aż 30 godzin zajęć z psychologii lekarskiej, mającej mu zapewnić zdolność do odpowiedniego rozumienia psychicznego stanu zgłaszającej się do niego osoby. Czy jest to ilość wystarczająca i jaka jest jakość sposobu przekazywania tej wiedzy, odpowiedź sobie można słuchając opowieści o lekarzach na oddziałach chowających się przed pacjentami, niepotrafiącymi zdobyć się na najkrótszą choćby rozmowę czy też widzącymi chorych jako jeden lub kilka niedziałających narządów i niewiele ponadto. Oczywiście, pewnych predyspozycji osobowościowych, podstaw dobrego wychowania nie da się wykształcić choćby i najintensywniejszym kursem psychologii jednakże moim zdaniem na ten aspekt w czasie kształcenia lekarzy kładziony jest zdecydowanie zbyt mały nacisk. Brakuje również lekarzom wiedzy na temat wypalenia zawodowego, konsekwencji długotrwałego stresu oraz świadomości wpływu kontaktu z pacjentem na to co się z praktykującym medykiem dzieje. Efekty tego odczuwają pacjenci. Nawet najlepszy, najmilszy i najbardziej zaangażowany lekarz może nie zdzierżyć wszystkich obciążeń, a tych jest niemało.
Pacjent zmaga się z bólem, cierpieniem często również z brakiem wiedzy na temat tego co się z nim dzieje, co rodzi strach, lęk, napięcie, złość czy rozpacz. Z perspektywy jego i jego najbliższych niewiele więcej ma znaczenie. Zachowania innych ludzi, na co dzień być może dające się zignorować, w takiej chwili stają się zdecydowanie istotniejsze a ich konsekwencje bardziej dotkliwe. Nie ma czasu i ochoty na zastanawianie się czy lekarz jest właśnie 17 godzinę w pracy czy też może pokłócił się z żoną. Interesuje go tylko uzyskanie jak najszybszej pomocy. Na własnej skórze odczuwa jednak to jak zorganizowany jest system, oraz jak kompleksowe przygotowanie do zawodu odebrał udzielający mu pomocy lekarz.
Wszyscy oczekujemy ludzkiego leczenia. Warto się jednak zastanowić co to właściwie znaczy i jakie warunki muszą zostać spełnione aby je uzyskać. Patologie należy piętnować, ale skupianie się na nich i rozciągnie ich zakresu, sprzyja tylko i wyłącznie ich rozrostowi.
A jakie jest Twoje zdanie ?
Nie znaleziono powiązanych. Ale sam możesz przejrzeć inne wpisy!
Tagi: leczenie, społeczeństwoComments
2 Comments so far

Myślę, że przebiegle udało Ci się zachęcić czytelnika do refleksji. Jestem w tym od środka, może odważę się przedstawić to ze swojej strony. Nie lekarzy, swojej prywatnej.
Przyjacielu, wyciągasz słuszne wnioski. Osobiście zastanawia mnie jednak, dlaczego mimo tak mało zachęcających perspektyw zawodowych, nadal mamy sporo kandydatów do zawodu lekarza? Teoretycznie, taka atmosfera w środowisku zawodowym (niska płaca, marudni pacjenci) powinna odstraszać chętnych. Zadziała troszkę mechanizm ekonomiczny – publiczne szpitale albo upadną, albo wreszcie zaczną być dofinansowywane. Ludzie albo będą czekać w gigantycznych kolejkach, albo pójdą leczyć się prywatnie. (niektórzy może zaczną zdrowiej jeść, rzucą palenie, będą rzadziej chorować…) Niestety, tak jak nie da się obejść praw fizyki, tak ekonomiczne konsekwencje wadliwie skonstruowanego systemu są jak wzbierająca fala powodzi – można ją powstrzymywać, ale tylko do czasu, ponosząc coraz większe koszty. W pewnym momencie tama zawsze zostaje przerwana… chyba że przestanie padać deszcz. Polską Służbę Zdrowia może uleczyć na przykład jeden cud – ludzie zaczną dwa, trzy razy rzadziej chorować… No, ale na to bym akurat za bardzo nie liczył…