Rodziny zastępcze – dzieci i dorośli
W ostatnim tygodniu prowadziłem zajęcia z nastolatkami znajdującymi się w rodzinach zastępczych. Warsztaty poświęcone były rodzinie – temu jak ona jest przez uczestników widziana, kwestii ról rodzinnych, powielania schematów rodzicielskich, uczuciom wobec rodziców biologicznych.
Dzieci, z którymi miałem okazję się spotkać mają za sobą dramatyczne historie; w ich rodzinach pochodzenia nie brakowało przemocy, alkoholu, zaniedbywania czy też po prostu obojętności i odrzucenia. Ich losy często są pogmatwane i nie łatwe: powtarzają się opowieści o konfliktach z rówieśnikami, powtarzanie klas w szkołach czy też bardzo szybkie sięganie po rozmaite używki. Dla wielu z nich znalezienie się w rodzinach zastępczych to jedyna szansa na dokończenie edukacji a potem normalne życie w przyszłości. Zastępczy rodzice czasami również nie zdają egzaminu, dzieci barwnie opisują zastępcze rodziny „nastawione na kasę”, zaniedbujące swoich podopiecznych. W efekcie dzieciaki zmieniają domy, w których mieszkają. W niektórych przypadkach dzieje się to niemal z dnia na dzień, a samego dziecka nikt o zdanie pyta.
To co mnie najbardziej zaskoczyło w dzieciakach, z którymi się spotkałem to ich niesamowita dojrzałość i odpowiedzialność. Dwie dziewczyny, będące najstarszymi w swoich rodzinach zastępczych opowiadały o tym jak opiekują się młodszymi dziećmi, wspomagając rodziców zastępczych, chodzą np. na wywiadówki. Mówiły o tym ze spokojem, nie uskarżały się, dla nich to coś naturalnego. Gdy rozmawialiśmy o ich zasobach, sami w sobie zauważali bogactwo doświadczeń, pewną odporność na trudne doświadczenia i przekonanie o możliwości radzenia sobie z napotykanymi na co dzień trudnościami. Jest w nich również jednak nieufność wobec innych ludzi, jakiś rodzaj rezerwy, który jednak z perspektywy ich doświadczeń wydaje się być czymś naturalnym i również można go widzieć jako ważny i potrzebny zasób. O swoich biologicznych rodzicach wypowiadały się zdecydowanie negatywnie lub w najlepszym przypadku neutralnie. Czasami samo poruszenie tego tematu wywoływało złość. Żywe były u nich wspomnienia drastycznych zachowań ze strony rodziców. Szczególnie dotyczyło to ojców aczkolwiek dużo żalu kierowane było również w stronę bezradnych lub obojętnych matek.
Parę dni wcześniej będąc na szkoleniu w Krakowie rozmawiałem z koleżanką , która prowadzi grupę dla rodziców rodzin zastępczych. W grupie tej przeważały, osoby spokrewnione z rodzicami biologicznymi (przeważnie dziadkowie i babcie), których sądy ustanowiły rodzicami zastępczymi. W nich z kolei wywołało bardzo silne reakcje, wspomnienie o znaczeniu jakie może mieć dla dzieci wiedza na temat biologicznych rodziców; poruszenie tego tematu pobudziło złość, sprzeciw oraz pragnienie udowodnienia że właściwie to dzieciaki tego nie potrzebują. Przypatrując się temu można snuć hipotezy o obawach odnośnie własnych kompetencji rodzicielskich, poczuciu porażki związanym z tym, że ich życie ich potomstwa potoczyło się w nie najlepszy sposób ale także pragnieniu aby dzieci, które do nich trafiły miały jak najlepszą opiekę, przynajmniej częściowo niwelującą trudne doświadczenia z przeszłości. To również może pobudzać myśli na temat istniejących sprzeczek i nieporozumień w rodzinie. Może rodzić się tu również konflikt ról – kim ja właściwie jestem: rodzicem czy dziadkiem ( dwie znacząco różne role rodzinne), zwłaszcza że dzieci z rodzin często zaczynają do swoich opiekunów mówić tata i mama. W takiej sytuacji wspominanie o rodzicach biologicznych jest zagrażające dla widzenia siebie jako rodzica. Rozumiem, że sądy wyznaczając na rodziców zastępczych dziadków i babcie dzieci, kierują się chęcią utrzymania ich w rodzinie czy też nie rozbijania całkowitego rodzin. Mam wrażenie jednak, że to nie zawsze dobry pomysł i czasami może to generować rozmaite konflikty i nieporozumienia.
Na co dzień zajmuje się nieco inną „działką” niż rodziny zastępcze i ich problemy, dlatego też praca z dziećmi z takich rodzin dała mi dużo do myślenia i myślę że w pewien sposób ubogaciła moje myślenie na temat rodziny jako takiej.
A jakie jest Twoje zdanie na ten temat?
