sty
2
Avatar
Styczeń 2, 2010 | 5 komentarzy
Kłopot z filmami marketingowo zapowiadanymi jako rewolucja w kinematografii czy też niecodzienne wydarzenie polega na tym, że widz podnosi im poprzeczkę i od pobytu w kinie oczekuje czegoś co naprawdę go poruszy. Z takim nastawieniem łatwiej wychwytuje wszelkie niedociągnięcia twórców obrazu, poziom krytycyzmu wobec tego co na ekranie wzrasta
Marketing ma jednak swoje prawa i aby film przyniósł jak najwięcej zysku trzeba podbijać bębenek już na wiele miesięcy przed premierą. Rzadko się zdarza by wejście stricte rozrywkowego filmu, którego wyprodukowanie kosztowało setki milionów dolarów, do kin nie było poprzedzone zakrojoną na wielką skalę akcją reklamową. Chyba tylko “Matrix”, o ile mnie pamięć nie myli, nie budował sobie jakoś strasznie nachalnie “marki” przed wejściem do kin, stając się rewelacją mało przez kogo spodziewaną.
Wobec “Avatara” zastosowano standardową formę promocji. Chociaż nie była ona tu zbyt potrzebna. Samo nazwisko jego twórcy i sukcesy jakie za nim stoją jest wystarczającą zachętą. Dwie pierwsze odsłony “Terminatora”, druga część “Obcego”, “Titanic” – niewiele jest w Hollywood takich ludzi jak James Cameron.
Rzadko się również zdarza aby projekt tworzony w różnym tempie, od ponad ćwierć wieku, wreszcie przyjmował finalną postać. Cameron, wymyślonego w połowie lat 90. 20 wieku “Avatara” (wcześniej znanego jako “Projekt 880″) ukończył i lud tłumnie ruszył do kin. Czy warto poświęcić na niego blisko 3 godziny? Nawet najwymyślniejsza forma nie wystarczy gdy słaba jest
fabuła
Większość filmów opowiada o tym samym: o walce dobra ze złem. Czynią to w mniej lub bardziej wyrafinowany i skomplikowany sposób. Bo o to samo w gruncie rzeczy chodzi w “Matrixie” jak i we “Władcy Pierścieni”. Sztuka polega zatem na tym aby tą bardzo dobrze znaną historię opowiedzieć w sposób jak najbardziej zajmujący i poruszający widza. I Cameronowi w “Avatarze” się to udaje. Po pierwsze dzięki stworzeniu całego świata ( z niektórymi elementami ledwo zarysowanymi) z własną rasą, historią, unikalną przyrodą, podziałami, mitologią i wiarą czy przekonująco przedstawionymi zasadami funkcjonowania. Wśród tych dekoracji umieszczono bohaterów, z własną historią, celami i przekonaniami. Chociaż tu pojawia się mały zgrzyt. O ile Na’vi są “pełnokrwiści”, nieco tajemniczy, po prostu ciekawi o tyle ludzie w filmie Camerona zdają się nieco tekturowi. Charakterologicznie oczywiści od samego początku bez żadnego tła w postaci własnych historii a jeśli już jak w przypadku głównego bohatera to raczej nieco sztampowo. Mało przekonująco wypadają również ich przemiany w toku opowieści – jeśli już to przewidywalne i zupełnie nie zaskakujące. Zabrakło chyba czasu na lepsze przedstawienie Jake’a Sullego – nie widać w nim człowieka, który całe życie spędził w wojsku i gotów dla służby do największych poświęceń.
Sama historia jednak wciąga, przykuwa uwagę i trzyma w napięciu. I to chyba największa zaleta tego filmu: bez nowatorskiej techniki w jakiej został stworzony również by się w moim odczuciu obronił. Ponadto ma na tyle otwartą konstrukcję, że nie trzeba zbyt wielkiego naciągania aby opowieść o Pandorze kontynuować – zarysowano kilka wątków, budzących nadzieję na udane zapowiadane przez Camerona kontynuacje ( a ma ich być jeszcze dwie)
Dla wielu jednak, najbardziej interesującą w tym filmie kwestią są
efekty specjalne
A w szczególności trzeci wymiar. Jeden z amerykańskich recenzentów stwierdził że 3d w filmie wymyślone zostało właśnie po to aby mógł powstać “Avatar”, według samego Camerona zaś tak długie tworzenie dzieła wynikało z oczekiwania na odpowiednie możliwości techniczne. Warto było czekać na taką technologię. To banalne ale trzeba to powiedzieć: Cameron przebił wszystko, to co dotychczas pokazano na dużym ekranie. Zarówno jakością jak i ilością. Fauna i flora Pandory jest przepiękna, Na’vi wyglądają i zachowują się jak realne istoty. Technika 3D sprawia, że widz uchyla się przed strzałami, otrzepuje z kurzu i padającego śniegu. Patrzy się na to wszystko z nieustającym zachwytem. Udało się stworzyć wrażenie bycia niemalże czynnym obserwatorem wydarzeń. Jeśli “Avatar” to nie rewolucja na miarę wprowadzenia dźwięku do filmu to jesteśmy od niej o krok.
Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze
muzyka
Idealnie podkreśla to co dzieje się na ekranie. James Horner wzniósł się na wyżyny swojego kunsztu. Dobrze się tego słucha nawet bez obrazu, po prostu porywa i porusza wyobraźnię.
Podsumowując, “Avatar” to pewniak to zgarnięcia kilku jeśli nie kilkunastu Oscarów i całej masy innych nagród (no może za wyjątkiem gry aktorskiej). Jeśli James Cameron faktycznie zamierza stworzyć z tego trylogię to dla widzów oznacza to wyczekiwanie na kolejne odsłony takie jak chociażby przy “Władcy Pierścieni” Nie da się ukryć, że reżyser “Avatara” ma znacznie trudniejsze zadanie bowiem nie dysponuje takim tekstem jak Peter Jackson. Jednak, kolejny raz udowodnił że jest jednym z bogów rozrywki spod znaku Hollywood.
Ocena: 9/10
Nie znaleziono powiązanych. Ale sam możesz przejrzeć inne wpisy!
Tagi: avatarComments
5 Comments so far

Próbujemy już od jakiegoś czasu wybrać się na ten film do imaxa, lecz niestety trzeba miejsca rezerwować na dwa tygodnie do przodu, żeby móc coś widzieć (w weekend)…
PS Świetna recenzja
@Magda
W Koszalinie trzeba z ok. tygodniowym wyprzedzeniem rezerwować bilet. Ale i tak przed kasami dantejskie sceny, w wykonaniu pań, nie rozumiejących że odbiór na 30 minut przed seansem albo przepadek biletu w sytuacji kiedy miejsc na seans już nie ma
Jeszcze pewnie 2-3 tygodnie i zrobią się luzy. Dziękuje za komplement ale recenzja to za duże słowo, ot wrażenia na gorąco spisane
PS. Jeśli łatwo się wzruszasz w kinie, zabierz zapas chusteczek. Moja żona ryczała prawie przez cały film
Hm, nie byłbym do końca przekonany o tym, że Avatar obroniłby się bez efektów i nazwiska. Akcja jest wartka, ale fabuła rodem z Disney’a. Ot taka leciutka bajka. Film fajny do obejrzenia jeden raz – ze względu na ogrom pracy ludzi, którzy przygotowali technicznie świat Pandory.
No i jeszcze jedna sprawa – nastawiłem się, że na tym filmie głębsze myślenie jest niezbyt wskazane, ale nie mogłem opanować się by nie komentować krainy, którą Cameron stworzył. 11 lat czekał on by nakręcić ten film, 11 lat miał więc na wymyślanie kompletnej idei obcej planety. Dlaczego więc wszystkie stworzenia na Pandorze wyglądają jak ziemskie odpowiedniki + dodana para kończyn przednich? Oczekiwałbym jakiś bardziej świeżych pomysłów… chociaż wychowałem się na Lemie, więc może mam za duże oczekiwania.
No i nie wiem dokładnie o co chodzi, ale na Pandorę chyba nie dotarła jeszcze koncepcja selekcji naturalnej. Bo czy zachowawczą można nazwać reakcję jakiegoś owada na dotknięcie, po którym staje się on świecącym nieskoordynowanym helikopterkiem? No i u licha, dlaczego wszystkie stworzenia zdatne do transportowania przerośniętych kotów mają neurozłącza?
Ale jedno należy Cameronowi oddać – szum medialny wokół Avatara stworzył genialny
hmm co do filmu to zgadzam się z Twoimi refleksjami. Sama fabuła nie zaskakuje jest dość wyświechtana. Muzyka i dość oryginalny wygląd postaci to według mnie najlepsza strona filmu.
Nie jest to jakieś cudo. Mogę śmiało stwierdzić, że oglądało się miło ale na następne części (o ile takie powstaną) na pewno nie będę wyczekiwać z utęsknieniem.
Ja pojechałem do kina z rodziną bez rezerwacji, i siedzieliśmy w trzecim rzędzie.
Jednak nie było aż tak źle…
A film przecudny…
Pojechałbym na niego jeszcze raz, i jeszcze raz, i jeszcze raz…
Świetna recenzja