Na główną stronę wykop.pl, teksty o psychologach, psychiatrii czy psychoterapii trafiają raczej rzadko. A jeśli już, to zazwyczaj w formie jakiegoś sensacyjno-demaskującego tekstu ujawniającego “porażającą prawdę” lub opisującego jakąś straszliwą aferę z tej działki. Do pierwszego rodzaju należy wpis na blogu pewnego psychologa, objawiającego brutalną rzekomo prawdę o adeptach tej profesji

Już drugi akapit jest zaskakujący: “Jeśli 3/4  ludzi jest w jakimś stopniu zaburzonych, to na studiach psychologicznych jest to co najmniej 90%.” Autor niestety nie objaśnia skąd ma takie dane i na jakiej podstawie wysuwa takie wnioski.  Brzmi to jak “mądrość ludowa”, a jest raczej najzwyczajniejszym stereotypem lub stwierdzeniem godnym studenta 3 roku psychologii, który właśnie zaczął się uczyć o psychopatologii i u wszystkich dookoła, nie wyłączając samego siebie, zaczyna dostrzegać większe i mniejsze zaburzenia oraz problemy.

Autor nie zwalnia tempa i szybko dokonuje niesłychanie wnikliwej analizy charakterologicznej kobiet-psychologów wraz z rzetelnym przeglądem badań i doniesień na temat ich kompetencji oraz wybieranych po zakończeniu edukacji ścieżek zawodowych “Wiele psycholożek (bo to jednak głównie kobiecy zawód) kończy swój zawodowy rozwój wraz z uzyskanie tytułu  magistra. Wiele z tych osób kończy uczelnię z bardzo dobrymi ocenami, a o naturze ludzkich problemów nie ma zielonego pojęcia. Co innego nauczyć się i zdać, a co innego rozumieć. Mam znajomych, którzy potrafili pozaliczać wszystko na bardzo dobre oceny, a nie potrafili nawet części tej wiedzy odnieść do innych, a już wcale do siebie. To jak uczenie się sztuki – przy odrobinie wytrwałości i „kujoństwa” można perfekcyjnie opanować teorię, a nic nie umieć narysować. Problem tkwi właśnie w tym, że taka dobra uczennica – psycholożka – trafia potem do poradni już jako praktyk.” Zaiste, wysuwanie takich wniosków mając tak rzetelne przesłanki jest godne podziwu.  “Jedna z bliskich mi osób szukała pomocy u takiej pani psycholog. Miała szczęście, ponieważ ta jej psycholożka okazała się uczciwa – powiedziała, że nie może jej pomóc, bo sama ma taki sam problem.” – to stwierdzenie nasunęło mi myśl, że szanowny autor wpisu widzi psychologów jako osoby wolne od jakichkolwiek problemów.

W tak wnikliwym i rzetelnym tekście nie mogło zabraknąć dogłębnej analizy motywów jakimi kierują się ludzie wybierając psychologię jako kierunek do studiowania. Przytacza tu bliżej niezidentyfikowanego wykładowcę, który popisał się stwierdzeniem “że większość studentek psychologii minęła się z powołaniem, ponieważ powinny pójść na pielęgniarstwo. Wypełniłyby swoją misję pomagania innym z lepszych efektem dla ludzkości, bo niestety pojąć istoty psychologii nie są w stanie” Ciekaw jestem w jakich, okolicznościach i w jakim towarzystwie ten wielce uznany akademik wygłasza takie opinie. Znam psycholożki, które takie słowa od pana wykładowcy skwitowałaby by plaskaczem w uczoną twarz i trzaśnięciem drzwiami. W rozsądnym towarzystwie ten tuz intelektualny zostałby obśmiany lub napiętnowany. Jest to bowiem, moim zdaniem, stwierdzenie seksistowskie i najzwyczajniej w świecie dezawuujące kobiety będące lub zamierzające zostać psychologami. Pełnymi garściami czerpie z kulturowego wzorca słabej, mniej zdolnej emocjonalnie od mężczyzny do pełnienia określonych ról społecznych i zawodowych.

“Gdybym miał być szczery sam ze sobą, to pomimo osobistej sympatii do poszczególnych ludzi, nie poleciłbym jako psychologów 90% z moich znajomych, z którymi kończyłem studia” Gdybym był znajomym autora zastanowiłbym się bardzo poważnie czy utrzymać z nim stosunki towarzyskie po tych słowach. Wybija się z tych słów poczucie wyższości i wszechwiedzy na temat ludzi. I kolejny mit: studiujący psychologię są w większości tak zaburzeni, że z świecą należy szukać tych “zdrowych” Cokolwiek to znaczy. To doskonały sposób, na utwierdzenie się w poczuciu własnej wyjątkowości (bo przecież nikt się nie przyzna że sam należy do tych 90%) stosowany  niestety przez wielu psychologów. Z tego typu argumentem spotykam się również u osób, których oczekiwania (często dość znaczne) wobec terapii i terapeutów nie zostały zaspokojone. Można sobie również w ten sposób wytłumaczyć bezsens jakiejkolwiek próby pomocy samemu sobie – bo przecież 90 procent to dramat, nie psychologowie. Jakkolwiek użyteczne, do różnych celów, to myślenie, tak kompletnie oderwane od rzeczywistości. No chyba, że ktoś ma w głowie idealnego terapeutę:

“Na podstawie tych doświadczeń i wiedzy mam dość przygnębiające wnioski – sensownych i naprawdę godnych polecenia terapeutów jest jednak mniejszość, góra 1/4. Reszta niestety albo nawet nie próbowała przerobić swoich problemów (lub co gorsza nawet nie jest ich świadoma), albo im się to nie udało z uwagi na to, że skończyli kiepską terapię własną. Nie chcę tu poddawać jakiejś subiektywnej ocenie postawy innych ludzi, ale nikt nie jest w stanie mnie przekonać, że dobrym terapeutą może być np. ciapowaty, depresyjny facet bez cienia męskości.” Świetny zabieg, gratulacje dla autora. Nie chce subiektywnie oceniać postaw… po czym to właśnie robi. Brawa. Wraca tu jak echo, pomysł, o idealnym terapeucie, z przepracowanymi wszelkimi problemami i właściwie ich nie doświadczającym i prezentującym się zawsze i wszędzie jak emocjonalny heros. Ten idealny terapeuta to mityczne stworzenie. Tymczasem psychoterapeuci to zwykli ludzie, z większymi i mniejszymi problemami, lepiej lub gorzej sobie z nimi radzący. Owszem, może nieco bardziej ich świadomi, potrafiący je nazwać ale bez przesady. I co to właściwie jest ta męskość? Szkoda, że autor tego nie uściślił.

Nie wiem, czy autor tego tekstu pracuje jako terapeuta (albo będzie to robił w przyszłości) ale z takimi poglądami i sposobami myślenia może być mu ciężko odnaleźć się w tym zawodzie.

Żeby zostać psychoterapeutą (wystarczająco dobrym, nie idealnym) trzeba wiele lat nauki, doświadczeń i pracy nad sobą – to jest oczywiste. Nie dajmy się jednak zwariować, że o to żyjemy w świecie gdzie otaczają nas niekompetentne konowały, które mogą nam zrobić krzywdę. Każdemu klientowi może się dobrze pracować z innym terapeutą – tu nie ma jednego wzoru czy zasady. Ale to, że ktoś ma złe wspomnienia o terapeucie lub tenże z tych czy innych powodów nie spełnił jego oczekiwań nie oznacza, że terapeuta jest do bani i powinien zmienić zawód. To szalenie subiektywna kwestia.

VN:F [1.8.2_1042]
Rating: 6.1/10 (14 votes cast)
Mity, stereotypy, uogólnienia czyli kto i po co studiuje psychologię6.11014

Przeczytaj także:

  1. Weryfikacja do zawodu psychologa

Tagi: ,

Comments

8 Comments so far

  1. antlis on Styczeń 22, 2010 17:22

    nie jestem studentem psychologii, ani nie zajmuje się nią zawodowo. Za to mam zdolność do wyczuwania w ludziach chronicznych problemów emocjonalnych. Moi znajomi i bliscy często się otwierają przede mną. Poczytałem pobieżnie o psychoterapii i zaburzeniach, ale jestem tylko amatorem. Jednakże dwie bliskie mi osoby przekonałem do pójścia na terapie. Opowiedziałem im tylko, co im może dać i sami mieli zdecydować. Powiedziałem też, być może asekuracyjnie, że nie każdy psycholog jest odpowiedni. Jeśli nie będzie zrozumienia, od razu należy zmienić.
    Pierwszy osoba, znalazła ukojenie dopiero u trzeciego specjalisty, a druga u czwartego. Obserwując więc rzeczywistość, skłaniam się do przyznania racji autorowi wpisu na Wykopie. Mam tylko jedno zastrzeżenie, że oprócz studentów mocno zaburzonych jest jeszcze duża grupa stuedntów, którzy poszli na psychologię ze względu na modę…. Zgadzam się też, że terapeuta, który był zaburzony, ale przeszedł własną terapię, może być wyjątkowym przewodnikiem dla pacjentów.

    UN:F [1.8.2_1042]
    Rating: 0.0/5 (0 votes cast)
    UN:F [1.8.2_1042]
    Rating: 0 (from 0 votes)
  2. Sophers on Styczeń 22, 2010 17:31

    @antlis
    To że jedna osoba znalazła pomoc u 3 a druga o 4 to za mało aby wysuwać daleko idący wniosek na temat wszystkich psychologów/psychoterapeutów. Ba, nawet to za mało aby cokolwiek powiedzieć o tych “odrzuconych” terapeutach. Być może Twoi znajomi czego innego potrzebowali w danym momencie niż oferowali tamci terapeuci. Bo nie ma dwóch identycznie pracujących nawet jeśli są z tej samej szkoły terapeutycznej. Tak jak napisałem, jednemu podpasują, drugiemu nie. I to jest całkiem naturalne. Dobrze, że jest wybór i możliwość szukania odpowiedniej dla siebie osoby.

    Moje doświadczenia z bycia w psychoterapii są z kolei odmienne: miałem do tej pory 3 terapeutów: dwójkę indywidualnych, jedną grupową i jedną w ramach terapii związanej ze szkoleniem. I wszystkich wspominam miło, mimo że to całkiem odmienne osoby były. Czy to oznacza że wszyscy terapeuci na świecie są fantastyczni i u każdego bym dobrze się czuł?

    UA:F [1.8.2_1042]
    Rating: 5.0/5 (1 vote cast)
    UA:F [1.8.2_1042]
    Rating: 0 (from 0 votes)
  3. my_suicide on Styczeń 22, 2010 19:51

    widze, że konflikt się rozwija już na arenie międzyblogowej :)

    UN:F [1.8.2_1042]
    Rating: 0.0/5 (0 votes cast)
    UN:F [1.8.2_1042]
    Rating: 0 (from 0 votes)
  4. Integralny on Styczeń 22, 2010 23:21

    Hehe, pojechał koleś i to po bandzie. Fajnie, bo przynajmniej jest “jakiś” :)

    UN:F [1.8.2_1042]
    Rating: 1.0/5 (1 vote cast)
    UN:F [1.8.2_1042]
    Rating: 0 (from 0 votes)
  5. tylmur on Styczeń 22, 2010 23:42

    I ja nie rozumiem dlaczego psycholog ma być w pełni zdrowy w rozumieniu bez zaburzeń psychicznych (mam na myśli zaburzenia a nie schorzenia uniemożliwiające pracę)?
    To tak jakby od stomatologa wymagać, żeby miał zdrowe zęby, a od internisty, żeby nie chorował na grypę :-) albo przynajmniej nie dłużej niż jeden dzień – w końcu wie jak to leczyć, prawda?
    Pozdrawiam wszystkich wierzących w świat bez skazy i psychologów bez skazy.

    UN:F [1.8.2_1042]
    Rating: 5.0/5 (1 vote cast)
    UN:F [1.8.2_1042]
    Rating: 0 (from 0 votes)
  6. Joanna on Styczeń 26, 2010 19:39

    No tak, to niestety dość powszechne przekonania. Mało kto na przykład bierze pod uwagę, że w psychoterapii ogromne znaczenie ma czynnik interpersonalny, czyli innymi słowy – czy między terapeutą a klientem coś “gra”. Z jednym będzie grało, z innym nie. W końcu podstawa to zaufanie i możliwość otwarcia się. A autorowi wpisu, który komentujesz, gratuluję takiej znajomości środowiska terapeutycznego…

    UN:F [1.8.2_1042]
    Rating: 0.0/5 (0 votes cast)
    UN:F [1.8.2_1042]
    Rating: 0 (from 0 votes)
  7. gp on Styczeń 27, 2010 15:29

    Znalem taki przypadek ; psychiatra, zreszta koles asystuje w Ujot.Terapeuta analityczny.Miedzy nim a jego pacjentką ‘cos nie gralo’.Od tak po prostu.Skaczylo sie na probie samobojczej.Pozniej sie okazalo ‘co nie gralo’.Facet byl niesamowicie zimny.Zimny jak chirurg podczas operacji.Wiadomo czym jest taki-systematyczny- emocjonalny chłód dla depresantki – sygnalem ze jest nic nie warta.Oczywiscie wyjasnienia terapeuty byly do przewidzenia ona’odpowidala za tobo nie chciala wspolpracowac’ ( klasyczne tlumaczenia psychoanalitykow, ciekawe ze dla poniektorych zawsze odpowiedzialny jest klient ).W tym calym sporze widze dwie spolaryzowane doswiadczenia ,i nic wiecej ponadto.Naprawde sa ‘terapeutyczne getta’ pod banderą NFZ gdzie kazdorazowo wpadla kolejny pacjent a w “imie praw wolnego rynku” nie umrzec naturalna smiercia ekonomiczna bo sa na panstwowym stolku.

    UN:F [1.8.2_1042]
    Rating: 0.0/5 (0 votes cast)
    UN:F [1.8.2_1042]
    Rating: 0 (from 0 votes)
  8. mika on Luty 4, 2010 10:36

    Moim zdaniem autor tekstu nie odkrył Ameryki – “iskrzyć” musi w relacji z każdym lekarzem z prostego powodu – w innym przypadku nie będzie zaufania i współpracy. Dlatego ja nie chodzę (a tym bardziej nie płacę) za wizytę u lekarza, który mi nie odpowiada, nie korzystam z adwokatów, którym nie ufam i z którymi się nie dogaduję. Proste. Jeśli ten tekst jest prawdziwym odzwierciedleniem przekonań autora, a nie przemyślaną prowokacją, to żal mi tego pana – musi mieć strasznie przykre życie, bez kobiet i w ogóle, bo przecież kobiety to zło całego świata …. ;)

    UN:F [1.8.2_1042]
    Rating: 0.0/5 (0 votes cast)
    UN:F [1.8.2_1042]
    Rating: 0 (from 0 votes)

Name (wymagane)

Email (wymagane)

Strona internetowa

Speak your mind

?>