Zero tolerancji dla przemocy w rodzinie
W ostatnich dniach wiele emocji wzbudził rządowy projekt zmian w ustawie o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Szczególnie ostro protestują przeciwko niemu środowiska katolickie z Frondą na czele. Główne zarzuty jakie stawiane są tej propozycji zmian w prawie dotyczą m.in nadmiernej ingerencji państwa w funkcjonowanie rodziny. Dotyczy to powołania zespołów interdyscyplinarnych zajmujących się monitorowaniem i kontrolowaniem środowisk, co do których istnieje podejrzenie iż może w nich dochodzić do aktów przemocy rodzinnej (w szczególności wobec kobiet i dzieci) Kontrowersje budzi również pomysł odbierania dzieci w przypadku sygnałów o niewłaściwej opiece lub ich krzywdzeniu oraz szeroka definicja przemocy i całkowity zakaz stosowania kar cielesnych wobec dzieci.
Wedle policyjnych statystyk w roku 2008 ofiarą przemocy w rodzinie padło blisko 140 tysięcy osób w tym 31 tysięcy dzieci do 13 roku życia. Mowa tutaj o przypadkach zgłoszonych i poddanych procedurze „Niebieskiej Karty” Badanie przeprowadzone przez OBOP w 2007 roku wykazało że 36 procent respondentów doznało jakiejś formy przemocy ze strony członka swojej rodziny. 14 procent badanych zaś stwierdziło że żyje w gospodarstwie domowym gdzie ofiarą przemocy jest dziecko.
Według najogólniejszej definicji o przemocy domowej można mówić wtedy gdy „członek rodziny, mąż, żona lub partner próbuje zdominować fizycznie lub psychicznie drugiego partnera, dzieci, rodziców, dziadków, teściów, etc., używając przewagi fizycznej, gróźb, szantażu, w celu zranienia moralnie lub fizycznie. Przemoc w rodzinie to zamierzone i wykorzystujące przewagę sił działanie przeciw członkowi rodziny, naruszające prawa i dobra osobiste, powodujące cierpienie i szkody” (wikipedia)
Co do tego, że przemoc wobec członków rodziny jest zjawiskiem negatywnym zgadzają się prawie wszyscy; problem jednak dotyczy tego kiedy dane zachowanie można określić jako przemoc oraz w jakich sytuacjach jest ona akceptowalna. Spór dotyczący stosowania kar cielesnych wobec dzieci toczy się od dawna: wielu rodziców uważa ten środek wychowawczy za oczywisty, zaś próby prawnego jego ograniczenia widziane są jako zamach na osobistą wolność i prawo do decydowania o sposobie wychowywania dziecka.
Z argumentów przeciwników projektu ustawy, w moim odczuciu, wybija się stawianie rodziny ponad jednostkę. Ważniejsza jest ochrona ogniska domowego, trzymanie go w całości niż to czego doświadczają w niej jego członkowie. Rodzina, w tym rozumieniu, to wartość sama w sobie i nie należy w nią ingerować, nawet wtedy gdy dzieją się w niej rzeczy złe lub pojawia się co do tego jakieś podejrzenie.
Głęboko się z tym nie zgadzam. Moim zdaniem takie podejście, to pośrednie, wspieranie i akceptowanie zjawisk o charakterze patologicznym i jednoznacznie szkodliwym. Znam multum historii, w których kobiety i dzieci przez wiele lat narażone były na fizyczną i psychiczną przemoc ze strony mężów, ojców i matek. Działo się to zwykle w ciszy domowego ogniska, otoczone milczącym przyzwoleniem, wspierane przez brak możliwości zwrócenia się do kogokolwiek oraz przez brak wystarczająco skutecznych instrumentów ze strony państwa. Próby wyrwania się z matni trafiały często na niechęć otoczenia by zobaczyć problem, obwinianie o jego wywołanie lub mniej lub bardziej wprost formułowany nakaz trwania w pokorze i dbania o rodzinę czy małżeństwo. Te formy zachowania i postaw przenoszą się z pokolenia na pokolenie i jawią się jako coś oczywistego. Wspiera to właśnie kultura, w jakiej żyjemy, w znacznym stopniu gloryfikująca rodzinę i pomijająca jednostkę.
Nie jest tak, oczywiście, że rodzina jest zła sama w sobie. Piszę tu o przypadkach ekstremalnych, zdarzających się, w ogólnym rozrachunku, nader rzadko. To nie oznacza jednak, że można przejść nad nimi do porządku dziennego i udawać że wszystko jest w porządku. Dlatego jestem za polityką „zera tolerancji” dla przemocy w rodzinie i jako krok w tym kierunku jawi mi się ten projekt ustawy. Zobowiązuje on, pod groźbą sankcji prawnych, osoby dostrzegające przemoc do podjęcia działań, mobilizuje organy państwa do zajęcia się tą sprawą oraz daje im ku temu skuteczne narzędzia. Nie ma idealnego systemu; w każdym może dochodzić do nadużyć lub najzwyczajniejszych pomyłek, ten daje jednak nadzieję na to, że choć część ofiar przemocy dostanie odpowiednią pomoc.
Temat ten już teraz wywołuje dyskusję i opór ze strony środowisk katolickich, widzących w nim atak na swoje wartości. Dlatego też, zapewne trudne będzie doprowadzenie go do końca. Mam nadzieję, że Donaldowi Tuskowi wystarczy odwagi i determinacji aby wprowadzić te rozwiązania w życie.

No to zastanówmy się dlaczego jest to „milczące przyzwolenie”. Pewnie powodów jest wiele, ale czyż jednym z nich nie jest przeświadczenie, że skoro mamy „państwo opiekuńcze” (dające nam zasiłki, emerytury i kontrolujące w znaczącym stopniu nasze życie) to ono powinno się tym zająć? Moim zdaniem tak. Ludzie są już nauczeni, że jeśli oni sami z siebie pomogą to oni mogą mieć z tego powodu problemy (sam czegoś takiego doświadczyłem).
I druga kwestia, skąd przeświadczenie, że urzędnik państwowy „będzie wiedział lepiej”? A co w chwili kiedy pojawi się złośliwy sąsiad i powie, że ja katuję swoje dziecko? Wpadnie młody pedagog szczęśliwy, że znalazł pracę w urzędzie i będzie się chciał wykazać. Żona powie, że nic takiego nie ma miejsca? Pewnie zastraszona… Dziecko popatrzy się na niego jak na debila? Pewnie zastraszone… No i Ghoran ma przerąbane, dziecko widzi jak tata z panami policjantami wychodzi z domu… Raj na ziemi.
Całkowity zakaz bicia? Czyli nie mogę dać dziecku klapsa? Czyżby echa „bezstresowego wychowania” pana Spocka? Nie jestem zwolennikiem przemocy wobec dziecka i wierzę w to, że można wychować je bez jednego klapsa, ale nie jestem też zwolennikiem tezy, że jeden klaps zmieni życie dziecka.
@Ghoran
„No to zastanówmy się dlaczego jest to “milczące przyzwolenie”. Pewnie powodów jest wiele, ale czyż jednym z nich nie jest przeświadczenie, że skoro mamy “państwo opiekuńcze” (dające nam zasiłki, emerytury i kontrolujące w znaczącym stopniu nasze życie) to ono powinno się tym zająć? Moim zdaniem tak. Ludzie są już nauczeni, że jeśli oni sami z siebie pomogą to oni mogą mieć z tego powodu problemy (sam czegoś takiego doświadczyłem).”
To zbytnie uproszczenie moim zdaniem. Dla mnie to jest kwestia kulturowa; nie specjalnie związana z państwem – właśnie takie myślenie „jeden klaps nie zaszkodzi”, albo „ja wiem jak mam wychowywać swoje dzieci” tudzież „ja dostawałem w dupę i wyszedłem na ludzi” powoduje wewnętrzną zgodę na to aby używać siły fizycznej wobec dzieci i ze zrozumieniem przyjmować to, że sąsiad leje swoje dziecko. Gdzie jest granica między biciem adekwatnym a przemocowym? Bezpieczniej, jest bicia zakazać w ogóle niż prowadzić takie czcze dywagacje.
„I druga kwestia, skąd przeświadczenie, że urzędnik państwowy “będzie wiedział lepiej”? A co w chwili kiedy pojawi się złośliwy sąsiad i powie, że ja katuję swoje dziecko? Wpadnie młody pedagog szczęśliwy, że znalazł pracę w urzędzie i będzie się chciał wykazać. Żona powie, że nic takiego nie ma miejsca? Pewnie zastraszona… Dziecko popatrzy się na niego jak na debila? Pewnie zastraszone… No i Ghoran ma przerąbane, dziecko widzi jak tata z panami policjantami wychodzi z domu… Raj na ziemi.”
To, że mogą zdarzać się błędy nie jest dla mnie wystarczającym argumentem za porzuceniem całej sprawy i pośrednim przyzwoleniem na przemoc. Wprowadziłbym mechanizmy kontrolująco-sprawdzające pracę urzędników, pracowników socjalnych itd, i decyzje podejmowane zespołowo a nie indywidualnie. Jeżeli pojawią się niepokojące sygnały państwo ma obowiązek obserwować taką rodzinę, przez odpowiedni czas po to aby zarzuty uznać za bezzasadne albo podjąć konkretne działania.
„Całkowity zakaz bicia? Czyli nie mogę dać dziecku klapsa? Czyżby echa “bezstresowego wychowania” pana Spocka? Nie jestem zwolennikiem przemocy wobec dziecka i wierzę w to, że można wychować je bez jednego klapsa, ale nie jestem też zwolennikiem tezy, że jeden klaps zmieni życie dziecka. ”
Ja jestem zaś przekonany że nader rzadko zdarza się aby skończyło się na jednym klapsie. Ból fizyczny jest zbyt skuteczną metodą na dyscyplinowanie (nie tylko dzieci) aby rodzić przyuważywszy że to zadziałało nie sięgał po niego częściej. Tu chodzi o dobrostan tych, którzy są pod pełną władzą rodziców i ich życie zależy od nich. Ich większa lub mniejsza szajba będzie miała nieodwracalne konsekwencje. Dlatego całkowity zakaz używania przemocy wobec dzieci jest najbezpieczniejszym i najrozsądniejszym wyjściem w tej sytuacji.
Nie bicie dzieci nie ma za wiele wspólnego z „bezstresowym wychowaniem” Nie ma uzasadnienia jednak dla poddawania dziecka tak potężnemu stresorowi jakim jest ból fizyczny i związany z tym cios psychiczny (jeśli tak to można by nazwać) bo zadany z ręki opiekuna.
„Bezpieczniej, jest bicia zakazać w ogóle niż prowadzić takie czcze dywagacje. ”
Na przestrzeni lat w różnych krajach zakazywano „sztucznie” wielu rzeczy. I nigdy nie kończyło się to dobrze. I teraz też tak będzie.
„Wprowadziłbym mechanizmy kontrolująco-sprawdzające pracę urzędników, pracowników socjalnych itd,”
A kto będzie kontrolował kontrolujących? Kolejne setki etatów w administracji państwowej?
„Jeżeli pojawią się niepokojące sygnały państwo ma obowiązek obserwować taką rodzinę”
Nooo… tutaj to już mi zalatuje „Wielkim Bratem”. A jeśli rodzina „nie rokuje na przyszłość” to co? Sterylizacja? Stwórzmy naród ideałów? Hmm…
Może prewencyjnie odbierać dzieci rodzicom? No bo wiadomym jest, że w takich państwowych domach dziecka nie ma żadnych patologii.
I tak, wyda się to może dziwne, ale ja wiem lepiej jak chcę wychować swoje dziecko. Urawniłówka nie jest dobra. Poza tym… ja poproszę o taki podręcznik „Jak DOBRZE wychować swoje dziecko”. Ale nie z ogólnikami „wychowuj je z szacunkiem” tylko konkrety.
Jeśli dziś pozwolimy na zabieranie dzieci bo są bite to jutro będą zabierane bo rodzice wierzą w Boga/są ateistami. W dzisiejszym stanie prawnym nie można katować dzieci/żon/mężów/etc. Wprowadzanie coraz większych zakazów do niczego nie prowadzi.
@Ghoran
„Na przestrzeni lat w różnych krajach zakazywano “sztucznie” wielu rzeczy. I nigdy nie kończyło się to dobrze. I teraz też tak będzie.”
Zgodnie z tym sposobem myślenia, od jutra można by znieść „zakaz” mordowania czy napadania innych. Wszakże do niczego dobrego to nie prowadzi…
„A kto będzie kontrolował kontrolujących? Kolejne setki etatów w administracji państwowej?”
Niekoniecznie. Myślę tu o kontroli poprzez współodpowiedzialność, gdy wiele osób musi się wypowiedzieć na temat danej sytuacji tym działanie jest bardziej przemyślane. Np. u mnie na oddziale, jest tak że pacjentem zajmuje się zwykle psycholog, psychiatra, pielęgniarki, terapeuta zajęciowy a całość mniej lub bardziej intensywnie konsultuje ordynator. Dzięki temu nasze działania są efektywne i adekwatne
„Nooo… tutaj to już mi zalatuje “Wielkim Bratem”. A jeśli rodzina “nie rokuje na przyszłość” to co? Sterylizacja? Stwórzmy naród ideałów? Hmm…”
Szary obywatel naprawdę na co dzień nie potrzebuje zbyt wiele od swojego państwa. Ale to co obywatel musi dostać to np. gwarancję tego że prawdopodobieństwo iż ktoś go zasztyletuje w ciemnej ulicy jest raczej małe, dzięki temu że państwo utrzymuje mniej lub bardziej sprawny aparat ścigania. Na podobnej zasadzie państwo winne jest zagwarantowanie bezpieczeństwa małoletnim, nawet wtedy gdy rodzice uważają przemoc fizyczną za fajny i efektywny sposób wychowywania.
„I tak, wyda się to może dziwne, ale ja wiem lepiej jak chcę wychować swoje dziecko. Urawniłówka nie jest dobra. Poza tym… ja poproszę o taki podręcznik “Jak DOBRZE wychować swoje dziecko”. Ale nie z ogólnikami “wychowuj je z szacunkiem” tylko konkrety.|”
Dziecko nie jest rzeczą, Twoją własnością, z którą możesz sobie robić co ci się żywnie podoba. Są pewne ramy (np. prawa człowieka i dziecka) których musisz się trzymać bo taka jest umowa społeczna. Niestety w Polsce jest tak, że wielu ma tendencje do przekraczania tych ram, i to na ich straży musi stać państwo
„Jeśli dziś pozwolimy na zabieranie dzieci bo są bite to jutro będą zabierane bo rodzice wierzą w Boga/są ateistami. W dzisiejszym stanie prawnym nie można katować dzieci/żon/mężów/etc. Wprowadzanie coraz większych zakazów do niczego nie prowadzi. ”
Chybiona analogia w moim odczuciu. Mówimy o zupełnie podstawowych prawach dziecka i zdroworozsądkowym założeniu, że nie ma uzasadnienia dla stosowania przemocy fizycznej wobec dzieci. Obecny stan prawny jest szalenie niedoskonały. Przypominam że ustawa od której zaczęliśmy dyskusje, zobowiązuje konkretne organa do podjęcia konkretnych działań. Nie kończy się tylko na ustaleniu katalogu kar i represji.
„Zgodnie z tym sposobem myślenia, od jutra można by znieść “zakaz” mordowania czy napadania innych. Wszakże do niczego dobrego to nie prowadzi…”
Ale to nie jest „sztuczny” zakaz. Natomiast sztucznym zakazem jest np. prohibicja czy też właśnie z góry określone metody wychowawcze.
„Dziecko nie jest rzeczą, Twoją własnością, z którą możesz sobie robić co ci się żywnie podoba.”
Oczywiście, że nie jest rzeczą, ale ciągle to jest MOJE dziecko. I chciałbym je wychowywać tak jak chcę. Jeśli jestem wierzący to w wierze i miłości do Boga. Jeśli jestem ateistą, to jako ateistę. Jeśli uważam, że danie klapsa kiedy jest niegrzeczne jest uzasadnione to niech mogę go dać. Wiem, że niektórzy uważają, że dobrą metodą wychowawczą jest walnięcie sprzączką pasa w głowę i tego już nie popieram (zresztą klapsa też nie) ale ten pas to już podchodzi jednak pod katowanie i jako takie jest zakazane i dziś.
Wszystkie takie zabiegi prawne mają na celu ingerencję państwa w moje życie. Analogia nie jest chybiona tylko jest wynikiem obserwacji. Jeśli pozwoli się państwu (czyli realnie urzędnikom) na wejście w jakąś sferę życia to będzie wchodziło dalej i głębiej.
Naprawdę nie sądzę, żebym wiedział lepiej co jest dobre dla obcego dziecka. Ale wiem na pewno, że nie jest dobre dla niego wylądowanie w domu dziecka. Chciałbym zobaczyć minę dziecka, które zostało pociągnięte przez ojca za ucho i za ten straszny czyn tatuś pójdzie siedzieć.
Najzwyczajniej w świecie nie rozumiem też podejścia „jak coś jest wg mnie złe to trzeba tego zakazać”. Sztywny zakaz rzadko kiedy się sprawdza. Nawet w Szwecji w której takowy zakaz istnieje już wiele lat ciągle są przypadki bicia dzieci. Bardzo często nie zgłaszane przez ludzi, którzy widzą co się dzieje po zgłoszeniu. Poza tym, czy robienie z ludzi donosicieli jest wskazane? Jeśli chcemy w ludziach wzbudzić wrażliwość społeczną to pamiętajmy, że społeczeństwo istniało na długo przed tym zanim powstało państwo. Są lepsze metody niż zakazać.
(i niech ta captcha będzie czytelniejsza…!)
„Ale to nie jest “sztuczny” zakaz. Natomiast sztucznym zakazem jest np. prohibicja czy też właśnie z góry określone metody wychowawcze.”
No właśnie i tu się różnimy. Dla mnie bicie dzieci to nie jest naturalny i niewinny element procesu ich wychowywania ale coś absolutnie niedopuszczalnego, na równi z napadem na dorosłego człowieka w ciemnym zaułku
„I chciałbym je wychowywać tak jak chcę. Jeśli jestem wierzący to w wierze i miłości do Boga. Jeśli jestem ateistą, to jako ateistę. Jeśli uważam, że danie klapsa kiedy jest niegrzeczne jest uzasadnione to niech mogę go dać. Wiem, że niektórzy uważają, że dobrą metodą wychowawczą jest walnięcie sprzączką pasa w głowę i tego już nie popieram (zresztą klapsa też nie) ale ten pas to już podchodzi jednak pod katowanie i jako takie jest zakazane i dziś.”
Dla mnie to jest kwestia po za sferą ideologiczną. Wychowuj sobie swoje dziecko na wzorowego katolika albo na krwiożerczego ateistę, to jest Twoje prawo ale przemoc fizyczna nijak się nie mieści w żadnych kategoriach rozsądnego podejścia do wychowania. I w moim odczuciu żadna ideologia ich nie usprawiedliwia a jeśli tak to ja taką ideologię odrzucam i zwalczam.
„Są lepsze metody niż zakazać.”
Wymień trzy.
„Dla mnie bicie dzieci to nie jest naturalny i niewinny element procesu ich wychowywania ale coś absolutnie niedopuszczalnego, na równi z napadem na dorosłego człowieka w ciemnym zaułku”
Ale ja nie twierdzę, że jest naturalny i niewinny. Ja tylko twierdzę, że dziecko ma być wychowywane przez rodziców a nie przez państwo. Każdy popełnia błędy wychowawcze i pewnie nie ma osoby, która wychowuje dziecko bez błędów. Jedne są większe inne mniejsze. Tak było i jest i będzie i żaden zakaz tego nie zmieni. Jeśli rodzina patologiczna leje swoje dzieciaki to i tak jedyną skuteczną metodą będzie zabranie ich do domu dziecka. A tam jak wiadomo raj. Po prostu moim zdaniem taki zakaz ładnie wygląda na papierze, ale skutkował będzie tylko zwiększeniem kasy na socjal i niczym innym. A narobi szkód sporo bo pojawią się momentalnie bzdurne donosy, granie dziećmi przy kłótniach rodziców itp.
„I w moim odczuciu żadna ideologia ich nie usprawiedliwia a jeśli tak to ja taką ideologię odrzucam i zwalczam.”
Pomyliłeś pojęcia, bo ja nie twierdzę, że moja ideologia dopuszcza bicie dzieci.
„Wymień trzy.”
Wystarczy jedna. Zamiast zakazywać lepiej skłonić ludzi do reakcji. Nie na zasadzie „zadzwonię po policję i niech go zamkną bo dał klapsa dziecku” a „zareaguję, zwrócę uwagę, że można inaczej”. I nie mam tutaj na myśli „wprowadzić ustawę nakazującą reakcję”.
Problemem jest alkohol: zakazać?
Problemem są zakazane narkotyki. Zakazać drugi raz? Żaden zakaz nie działa. Vide Szwecja.