Dlaczego psychoterapia (czasem) nie działa
Zdarza się, że z dnia na dzień pacjenci przestają przychodzić na grupę terapeutyczną, oficjalnie deklarując brak chęci do dalszego uczęszczania, lub od tak bez słowa po prostu znikają, inni nie przychodzą na umówione spotkanie w gabinecie i słuch po nich gnie . Wielu terapeutów zna historie pacjentów, którzy latami brali udział w różnego rodzaju terapiach, przeszli kilku a czasem kilkunastu specjalistów a mimo to nie udaje im się uzyskać trwałej poprawy. Zmagają się ciągle z dotkliwymi trudnościami, podejmują trud poradzenia sobie z nimi a mimo to nie odnoszą sukcesu
Różne podejścia terapeutyczne w odmienny sposób tłumaczą niepowodzenia w terapii; generalnie sądzę jednak, że można dokonać podziału na czynniki związane z terapeutą, przebiegiem procesu terapeutycznego oraz z klientem/pacjentem. By być bardziej precyzyjnym rozważać by można również kontekst w jakim odbywa się terapia ale przekracza to ramy tej skromnej notki. Pisząc o tym opieram się na własnych przekonaniach i obserwacjach.
Każdy przypadek braku uzyskiwania efektów terapii należy rozpatrywać indywidualnie, procesy o nim decydujące często są unikalne i specyficzne dla tej konkretnej sytuacji. Można, moim zdaniem, pokusić się jednak o kilka uogólnień.
Terapeuta sprzyja niepowodzeniu terapii gdy:
- jego nastawienie wobec klienta cechuje się niechęcią, odrzuceniem lub wręcz nawet jawną wrogością – trudno jest pracować z kimś do kogo nie udaje się wzbudzić w sobie choćby odrobiny sympatii. Nie specjalnie również możliwe jest ukrycie czy zamaskowanie tego.
- nie jest ciekawy klienta, jego opowieści, sposobu patrzenia na świat, potrzeb, tego co ma do powiedzenia i tego czego oczekuje od spotkań z terapeutą ale również jego sposobu rozumienia problemu i pomysłów na temat rozwiązań – gdy terapeuta osiąga stuprocentowe przekonanie na temat tego jaki jest klient, jakie są motywy jego działania i do czego go one go doprowadzą przestaje widzieć w nim żywego człowieka a jedynie kolejny „przypadek” Podobnie się w moim odczuciu dzieje gdy terapeuta dąży do wciśnięcia klienta w kategorie ściśle określonych zaburzeń i deficytów. Przyjęcie takiej postawy nie sprzyja kreatywności, żywemu kontaktowi oraz udanej współpracy
- gdy to co proponuje klientowi jest zbyt różne od jego własnej opowieści. Jest to związane z pojęciem optymalnej różnicy, pozwalającej na dostrzeżenie innych aspektów doświadczanego problemu, ale nie na tyle odmiennych by je bez zastanowienia odrzuć – nadmierna różnica grozi terapeucie wtedy gdy stosuje język mówienia o doświadczeniach odmienny od posiadanego przez klienta (np. gdy stosuje za dużo profesjonalnych pojęć, które dla klienta mogą znaczyć kompletnie nic)
Przebieg procesu terapeutycznego, jest zależny zarówno od klienta jak i od terapeuty
- zbyt szybkie lub zbyt wolne tempo pracy – tak klient jak i terapeuta mogą mieć pokusę, jak najszybszego „załatwiania” ważnych spraw i przechodzenia do kolejnych tematów. Sprawić to może, że istotne kwestie zostaną omówione powierzchownie, niedokładnie i nie wpłyną znacząco na zmiany. Podobna trudność pojawić się może również wtedy, gdy skupienie się na oglądaniu doświadczeń trwa zbyt długo i następuje swoistego rodzaju „przegadanie” i „rozmycie”
- uznawanie pierwszych pojawiających się zmian za sygnał definitywnego rozwiązania problemów – z psychoterapią jest podobnie jak z antybiotykami: efekty ich przyjmowania w przypadku choroby nierzadko pojawiają się dość szybko, co kusi do ich odstawienia. Efektem jednak może być nawrót choroby. Podobnie w terapii, niejednokrotnie po kilku spotkaniach pacjent/klient czuje się lepiej, samo opowiedzenie swojej historii, może przynieść sporą ulgę i uspokojenie, co zarówno terapeutę jak i jego klienta może doprowadzić do wniosku, że o to wszystko jest już dobrze. Taka zmiana nie musi jednak być zbyt trwała
- zbyt długie trwanie spotkań terapeutycznych – przy terapii indywidualnej między klientem a terapeutą zwykle tworzy się więź, pojawia się sympatia, przywiązanie czy też po prostu przyzwyczajenie do regularnych spotkań i rozmów na ważne tematy. Może to skutecznie uniemożliwiać jednak rozstanie się w odpowiednim momencie i wtórnie prowadzić do pojawiania się objawów, po to aby utrzymać więź z terapeutą. Dlatego po stronie psychoterapeuty jest stałe sprawdzanie poziomu doświadczanych zmian u klienta oraz stopnia rozwiązania jego problemu i superwizowanie takiej terapii gdy zauważy on, że klient ma trudność z rozstaniem się z nim.
Po stronie klienta można wyróżnić:
- oczekiwanie co do natychmiastowych, skutecznych i trwałych zmian – podchodzenie do psychoterapii nieco jak do brania leku i pragnienie żeby jak najszybciej zadziałała. Warto pamiętać, że psychoterapia to pewien proces, który musi trochę potrwać aby zauważalne były jego efekty
- potrzeba uzyskania dobrych rad od terapeuty – czyli konkretnych sposobów na rozwiązanie określonych trudności lub wskazania właściwego sposobu postępowania w sytuacjach życiowych. Psychoterapeuta nie daje rad, a przynajmniej nie powinien tego robić, co bywa dla klientów i pacjentów mocno frustrujące
- przerzucanie odpowiedzialności za zmianę na terapeutę – może się z tym wiązać obarczanie go winą za doznane niepowodzenie. Klienci i pacjenci przychodzą czasem do gabinetu z pomysłem, że to terapeuta dokona jakiejś zmiany w ich życiu a ich udział w tym będzie minimalny lub całkowicie bierny. Zmiana perspektywy, umożliwienie pacjentowi dostrzeżenia wpływu na swoje życie i zmiany w nim zachodzące są ważnym elementem terapii.
To oczywiście bardzo ogólne przedstawienie możliwych czynników zagrażających powodzeniu terapii, wynikają one w dużym stopniu z mojego patrzenia na terapię; inny terapeuta mógłby wskazać na zupełnie inne przyczyny

Ciekawy tekst.
Fajnie, że zwróciłeś uwagę na to, że terapeuta też może przyzwyczaić się do pacjenta i trudno może być mu go „puścić”
Akurat siedzę w fazie „zapadania” się w terapie i często zastanawiam się co to znaczy, że terapia działa lub nie działa. To co napisałeś wydaje mi się dość oczywistymi sprawami i niestety nie jest dla mnie odpowiedzią choć na pewno jakąś jej częścią.
@my_suicide
Bo tu nie ma żadnej magii a nie innych mocy tajemnych, to są proste i dość oczywiste zjawiska ale w dużej intensywności doświadczane dlatego czasem trudno je dostrzec. Warto jednak takie kwestie omawiać ze swoim terapeutą
Bardzo podoba mi się konstatacja na temat oczekiwań pacjentów psychoterapii, jakby była ona lekiem. Ładnie określiłeś moje własne obserwacje. Niestety, w dzisiejszym świecie ludzie odzwyczaili się od czekania, chcą efektów tu i teraz, a nie w bliższej lub dalszej przyszłości. Wykupują usługę i chcą być traktowani jak klienci, a nie pacjenci…