kwi
10
Mój prezydent
Kwiecień 10, 2010 | Skomentuj ten tekst
Lech Kaczyński wielokrotnie mnie wkurzał. W bardzo wielu sprawach się z nim nie zgadzałem. Podejmował sporo decyzji, które budziły mój sprzeciw. Nie głosowałem na niego, ani jego partię i najprawdopodobniej nigdy bym nie zagłosował. Często, mniej lub bardziej, publicznie, go krytykowałem, lub nawet wyśmiewałem.
Był jednak prezydentem mojego kraju, moim reprezentantem. I choćby tylko z tego powodu należy Mu się szacunek. Takie jest również źródło mojego żalu i smutku po Jego śmierci. Gdy w sobotni poranek moja żona powiedziała mi co się stało, długo nie mogłem w to uwierzyć. Śledząc niemal przez cały dzień relacje w telewizji i internecie cały czas czułem się jakbym oglądał bardzo realistyczny, ale jednak, film political-fiction. Sytuacja, w której w jednej chwili ginie głowa państwa oraz cały szereg posłów, senatorów i duchownych oraz piastujący najwyższe urzędy w państwie jest absolutnie nie bywała i trudna nawet do wyobrażenia sobie. Jest to tragedia na tak wielu poziomach…
Byłem zdumiony obserwując to co działo się przez całą sobotę, czytając i słuchając komentarzy, przyglądając się podejściu do tej sprawy wielu osób. Kiedyś przyjdzie czas aby to wszystko na spokojnie przeanalizować. Nie robię sobie jednak, w przeciwieństwie do wielu, nadziei na to, że wraz ze śmiercią prezydenta i innych nastąpi jakaś głęboka, społeczna przemiana, że zmieni się sposób uprawiania polityki w Polsce, że jakkolwiek zmienią się sami politycy, dziennikarze. Dzisiejsze poczucie wspólnoty rozmyje się w szale poszukiwania winnych, wyciągania konsekwencji, wykorzystywania tego zdarzenia do bieżącej walki politycznej. Za jakiś czas zostaną tylko rocznicowe akademie i wspomnienia.
Odszedł mój prezydent i jest mi smutno.
Przeczytaj także:
Tagi: polityka