kwi
28
Demonizacja
Kwiecień 28, 2010 | 10 komentarzy
Kończę właśnie lekturę fascynującej książki: „The Psychology of Demonization. Promoting Acceptance and Reducing Conflict” Haim’a Omera i Nahi Alona. Nabyłem ją dwa lata temu, podczas warsztatów tego pierwszego, w Poznaniu, na których opowiadał o stosowanych przez siebie metodach pracy z tzw. „trudnymi” dziećmi. Książka przeleżała swoje na półce, ale teraz myślę że dostarczy mi tematu na dwie jeśli nawet nie trzy notki.
Omer i Alon zastanawiają się nad tym w jaki sposób ludzie tłumaczą sobie to, że doświadczają cierpienia, problemów i trudności. Rozważają kwestie te na dwóch poziomach: interpersonalnym (gdy za źródło przykrych doznań uznawani są inni ludzie) oraz intrapersonalnym (gdy sami doświadczamy czegoś dla nas trudnego np. problemów natury emocjonalnej i szukamy dla nich wyjaśnienia i rozwiązania) Zaczynają od założenia iż sam fakt doznawania cierpienia, straty czy bólu i strachu jest tak istotny, że człowiek musi go sobie jakoś objaśnić. Ludzie zwykle sięgają po takie wyjaśnienia, które są im użyteczne. Użyteczność ta zawiera w sobie uzasadnienie dla samego pojawienia, się przykrych doznań jak i sposób na poradzenie sobie z nimi.
Wszyscy jesteśmy istotami społecznymi; funkcjonujemy w świecie, rozmaitych dyskursów, opowieści, idei, sposobów patrzenia na świat. Z nich budujemy, nasz własny obraz tego kim jesteśmy, na ich podstawie interpretujemy to co nas spotyka. Nie inaczej jest w przypadku zagrożeń, niepowodzeń oraz rozmaitych konfliktów. Alon i Omer dowodzą iż, jako, że ogólnie pojęta kultura zachodnia jest pod wielkim wpływem narracji religijnej, to często w procesie tłumaczenia i radzenia sobie z przykrymi doznaniami dochodzi do procesu demonizowania. W większości religii oraz wierzeń oraz przekonań mistycznych, zło i cierpienie opisywane jest w sposób szczególny. Na proces demonizowania składają się następujące założenia:
- Cierpienie pochodzi od diabła – zakłada to, że musi istnieć jakaś siła, istota, która zsyła cierpienie, bez jej ingerencji by się ono nie pojawiło. Jest ona zwykle potężna, nieprzenikniona, nie poddająca się wpływom. Na gruncie religijnym doskonałą personifikacją tejże siły jest Szatan. W ujęciu psychologicznym opisywane jest to jako traumy (wczesnodziecięce) prowadzące do rozwoju patologicznych struktur, destruktywnych popędów i negatywnych uczuć (co można ładnie zebrać w pojęcie „zaburzenia osobowości”) Wszystko to zaś, ukryte jest za zasłoną wyparcia i nieświadomości. Współcześnie jako odpowiedzialnych za prowadzące do poważnych problemów traumy określa się rodziców. Poradzenie sobie z nimi możliwe jest jedynie po „dokopaniu” się do źródeł i ich nazwaniu. Według autorów zachodzi tu podobny proces do znanej z fizyki zasady zachowania energii: suma i siła traum, musi się równać intensywności problemów. Różne problemy, mają swoje różne, ukryte, przyczyny.
- Przeciwnik jest zdradziecką i kłamliwą kreaturą – na poziomie interpersonalnym gdy zachodzi proces demonizacji, przeciwnicy w rozmaitych konfliktach, sporach czy nawet nieporozumieniach widziani są jako absolutnie odmienni, opętani przez złe instynkty i stale konspirujący. Dlatego stale konieczna jest gotowość do działania, mile widziana jest podejrzliwość. Możliwa jest również „samodemonizacja” : człowiek jest wtedy przekonany, iż jakaś wroga mu siła wpływa na niego, na głęboko wewnętrznym poziomie i zmusza go do określonych zachowań lub dostarcza mu cierpień. Religijna opowieść mówi tu o opanowaniu przez Szatana, zaś wariant psychologiczny zakłada iż o to w działaniu ujawnia się zintrojektowany obiekt złego rodzica lub zdysocjowany element wypartej traumy (jeśli nie rozumiecie o co chodzi, nie przejmujcie się. To ma tak właśnie brzmieć by zwykły śmiertelnik nie mógł tego pojąć) Proces wyjaśniający swoje własne cierpienie może wyglądać tak: 1) Często sprawiam sobie ból 2) Nie czuje żadnej potrzeby aby sprawiać sobie ból 3) Zachowanie powodujące ten ból i cierpienie musi być w takim razie spowodowane przez obcą i wrogą mi siłę we mnie. Ta siła jest czymś oddzielnym ode mnie, nie mam na nią wpływu. Psychoterapeutyczny dyskurs oferuje cały zestaw tych „wewnętrznych wrogów”: wczesne traumy, ukryte osobowości, wyparte potrzeby, nieuwolniona energia itd itp. To co podnosi rangę i znaczenie tych opisów to nadawanie im otoczki naukowości, poprzez używanie niezrozumiałych terminów, czy też formułowanie skomplikowanych teorii
- Człowiek ze swej natury jest niewinny – wedle tego założenia (również mającego swe źródła w religijnej narracji) istota ludzka jest od urodzenia czysta, niewinna i dopiero wpływy otoczenia to zmieniają. Dlatego też konieczne jest odzyskanie tej czystości i niewinności. Możliwe jest to poprzez usunięcie „złych warstw”
- Źródło zła leży głęboko – demonizujący sposób patrzenia zakłada, iż to co jest „prawdziwe” ukryte jest głęboko, zaś to co widać gołym okiem to jedynie „symptomy” lub „znaki”. Na gruncie psychologicznym założenie to objawia się twierdzeniem, iż naszej świadomości dostępne jest tylko to co mniej znaczące dla naszego funkcjonowania. Psychoanalitycy stawiają wręcz znak równości pomiędzy „głębokością” a „nieświadomością”. To co naprawdę istotne, źródła naszych problemów są niedostępne i wysiłku wymaga dotarcie do nich. Przy tych założeniach, każda próba wprowadzenia zmian nie uwzględniająca ukrytych „głęboko” emocji widziana jest jako jedynie powierzchowne i mechaniczne zmiany. Na gruncie terapeutycznym objawia się to dzieleniem terapii na mniej i bardziej „głębokie” i twierdzeniem, że jedna terapia dociera do głębszych sfer niż inna
- Odkrycie ukrytych sił wymaga specjalistycznej wiedzy – jako że, tak czy inaczej, ujmowane zło (patologia, choroba) wnika głęboko w człowieka, nie poddaje się jego kontroli czy nawet nie ma on możliwości dostrzeżenia jej, to tylko inny człowiek dysponujący specjalną wiedzą oraz nastawieniem, może rozpoznać, nazwać oraz wyeliminować problem. W średniowieczu byli to demonolodzy, którzy dzięki opanowaniu tajników czarnej magii, potrafili dostrzec kto został opanowany przez diabelskie moce. Współcześnie, to psychiatrzy, psycholodzy i terapeuci uzurpujący sobie prawo do „bardziej prawdziwego” odbioru rzeczywistości i właściwego określania tego co się z człowiekiem dzieje. Taka wiedza, wiąże się zazwyczaj z wysoką pozycją społeczną oraz realnym wpływem na życie innych. Zwykle również, nie jest poddana żadnej formie refleksji. Jest to uznawane za coś oczywistego. Specjalista taki, tak jak wieki wcześniej, demonolog, musi wykazywać nieustającą podejrzliwością, nie ulegać mającym go zmylić znakom i przeważnie spodziewać się najgorszego i tego właśnie szukać
- Uznanie i przyznanie warunkami uleczenia – aby osoba będąca pod wpływem działania złych sił mogła się z nich wyzwolić, musi po pierwsze uznać ich istnienie, oraz przyznać się do tego, że jej zachowania były pod wpływem tejże siły. Są to warunki konieczne. W średniowieczu, oczekiwano tego od kobiet posądzanych o bycie czarownicami (choć numer był lepszy: bo samo przyznanie się było dowodem na opętanie) współcześnie np. w pracy psychoanalitycznej dąży się do tego aby pacjent uznał, że jakieś traumatyczne zdarzenia miały miejsce.
- Wyleczenie oznacza wyeliminowanie zła – w demonizacji nie ma półśrodków. Tylko całkowite wyplewienie zła jest akceptowane. W pełni zdrowy, może być tylko ten kto poradzi sobie ze wszystkimi stwierdzonymi przez specjalistę problemami.
Ciekawego przykładu, na to jak wygląda demonizacja na poziomie interpersonalnym dostarcza niejaka Astromaria, wspominana już na tym blogasku przy okazji innej notki. Otóż, pani ta żyje w głębokim przekonaniu, że otaczają ja psychopaci, których definiuje jako zdehumanizowanych, pozbawionych ludzkich uczuć i odruchów, nakierowanych na szkodzenie, manipulowanie i atakowanie krzewicieli prawdy, dobra oraz piękna. Wedle jej światopoglądu, osoby te nie mają świadomości tego kim są i jak się zachowują, są generalnie do siebie podobne (w zasadzie niczym się nie różnią), zaś szans na przemianę wielkich nie ma. Co trzeba zrobić, aby zostać psychopatą wg. Astromarii? Wystarczy być sceptycznym wobec jej poglądów, podważać leżące u ich podstaw założenia, a czasem po prostu stosować logiczne myślenie.
I właśnie zdrowy rozsądek, pytania oraz wątpliwości co do bazowych założeń, to coś co zwykle, według Omera i Olena, szybko antagonizuje „demonizujących” i potęguje postawy opisane powyżej, utwierdzając ich w przekonaniu, że oto pojawił się ktoś bardzo zły.
Autorzy przedstawiają alternatywę dla demonizacji. Ale o tym w następnej notce
Nie znaleziono powiązanych. Ale sam możesz przejrzeć inne wpisy!
Tagi: blogi, psycholog, Religia, społeczeństwoComments
10 Comments so far

I już wiadomo, co robiłeś na blogu Astromarii (oprócz podnoszenia swojego PageRanka). Field study
@bart
Coś w tym jest. Nie mogłem tego tekstu do końca napisać zanim Astromaria nie ustawiła mnie w jednym rzędzie z Hitlerem i Stalinem. Jak tylko to się stało poszło mi błyskawicznie
Zrobiłam kopię tej strony. Wyciągnę z tego konsekwencje prawne. Psycholog kliniczny, który stawia diagnozy psychologiczne lub psychiatryczne pisząc na blogu o konkretnej osobie, powszechnie znanej z imienia i nazwiska dopuszcza się bardzo poważnego nadużycia. Pan zrobił to dwa razy: w stosunku do Jane Burgermeister, którą uznał pan za paranoiczkę i w stosunku do mnie. Jest to nieetyczne i zasługuje na napiętnowanie. Zawiadomię o tym pana pracodawcę.
Ja z panem więcej dyskutować na ten (ani żaden inny) temat nie będę, jestem umówiona z prawnikiem i dowiem się, jakie mogę podjęć kroki prawne przeciwko panu. Proszę do mnie nie pisać, każdą próbę kontaktu ze mną uznam za najście i napastowanie.
Pozdrawiam
Maria Sobolewska
Czy astrolog, który stawia diagnozy psychologiczne lub psychiatryczne, pisząc na blogu o konkretnej osobie, powszechnie znanej z imienia i nazwiska, dopuszcza się bardzo poważnego nadużycia?
Jeśli jest Astromarią, to nie.
Moze to nie jest prawdziwa Astromaria, tylko jakis psychopata sie podszywa.
(Ciekawy artykul, btw ^.^v)
[...] W komentarzach do poprzedniej notki znalazło się kilka słów od Marii Sobolewskiej, szerzej znane… Zrobiłam kopię tej strony. Wyciągnę z tego konsekwencje prawne. Psycholog kliniczny, który stawia diagnozy psychologiczne lub psychiatryczne pisząc na blogu o konkretnej osobie, powszechnie znanej z imienia i nazwiska dopuszcza się bardzo poważnego nadużycia. Pan zrobił to dwa razy: w stosunku do Jane Burgermeister, którą uznał pan za paranoiczkę i w stosunku do mnie. Jest to nieetyczne i zasługuje na napiętnowanie. Zawiadomię o tym pana pracodawcę. [...]
Oj to Pani Astromaria straci duzo pieniedzy na prawnikow. Jest rowniez umowiona z prawnikiem w mojej sprawie
OMG, wy tu takie field study odstawiacie, a ja balkon gipsuję? Damn.
„Zrobiłam kopię tej strony. Wyciągnę z tego konsekwencje prawne.(…) Maria Sobolewska”
Och jaka jesteś groźna.
Tylko uważaj, żeby się nie urwały podczas ciągnięcia.