Pożegnanie z psychiatrią
W zeszłym tygodniu, po ponad dwóch latach i sześciu miesiącach dobiegła końca moja przygoda z psychiatrią. A raczej z koszalińskim oddziałem psychiatrycznym. Decyzja nie była to łatwa, odwlekałem ją przez długi czas, a samo jej wprowadzenie w życie nastąpiło na raty ( to już zupełnie inna historia, kto dobrze wie, nie musi pytać nic)
Wszystko zaczęło się niemal dokładnie 5 lat temu, kiedy to jako student 4 roku psychologii przybyłem na ulicę Słoneczną w Koszalinie celem rozpoczęcia praktyk. Potem były oddziały w Kościanie, Lesznie i znowu w Koszalinie gdzie zaczynałem samodzielną pracę. Były to skrajnie różne miejsca: pod względem sposobów pracy, standardów lokalowych jak i relacji między personelem. Do końca życia zapamiętam ordynatora ET z Kościana – zakręconego psychiatrę, rozbawiającego do łez i dzięki swojemu sposobowi bycia integrującemu zespół. Razu pewnego zorganizował imprezę z okazji jakiejś tam okrągłej rocznicy istnienia oddziału. Były tańce, hulanki i swawole w wynajętej sali restauracyjnej; jako że zabawa przeciągnęła się późno w noc, zaproponował mi abym u niego przenocował (dojeżdżałem wtedy do Kościana z Poznania). Jakież było moje zaskoczenie, gdy po przebudzeniu rano, stwierdziłem… że nie mam butów. E przywdziewając rano obuwie, stwierdził, że trochę mu ciasno, ale może mu się wydaje i pomaszerował do pracy w butach stażysty…
Nawet krótka praca na oddziale psychiatrycznym, to w moim odczuciu obowiązek, dla każdego kto chce w przyszłości zostać psychoterapeutą. Tylko tam, możliwe jest poznanie tak dużej ilości rozmaitych ludzkich problemów, sposobów radzenia sobie z nimi, wyrobienie odpowiedniego warsztatu, doświadczenie różnych ról psychologa i wreszcie wypracowanie sobie pewnej odporności psychicznej (nie mylić ze znieczulicą) Dla mnie, osobiście, to była również okazja aby dowiedzieć się czego nie chcę robić (np. pracować z osobami uzależnionymi) i jak nie pracować (dyrektywnie) Generalnie, doświadczenie jakie mogłem zdobyć pracując na psychiatrii jest przeogromne; trudno mi sobie wyobrazić inne miejsce, w którym mógłbym współprowadzić pięć odsłon psychoterapii grupowych
Opowiadając o tym wszystkim, nie mogę pominąć tych ciemniejszych stron pracy psychologa na oddziale psychiatrycznym, które ostatecznie skłoniły mnie do pożegnania. Po pierwsze: rola psychologa jako takiego – nie brakowało chwil, w których czułem się jak technik, którego jedynym zadaniem jest wykonywanie dziesiątek testów psychologicznych, przygotowywanie diagnoz, na które i tak mało kto zwraca uwagę, zaś ich główną przydatnością jest to, że zajmują czas pacjentowi (bo nie ukrywajmy: pobyt na oddziale do specjalnie ekscytujących nie należy) Po drugie: nastawienie na farmakoterapię. Do tego stopnia, że momentami miałem wrażenie, iż celem pobytu pacjenta na oddziale nie jest rozpoznanie takiej czy innej choroby a następnie podjęcie odpowiednich działań a po prostu dobranie odpowiedniego leku. Oczywiście, doskonale wiem z czego to wynika: przy lawinowo rosnącej liczbie pacjentów, nie ma czasu na nic innego. No i po trzecie: płace; służba zdrowia w Polsce jaka jest każdy wie. Powyżej pewnego pułapu się po prostu nie podskoczy. A szkolenia, warsztaty i wszelkie formy dokształcania i doskonalenia się kosztują i to sporo…
Dlatego też, gdy tylko pojawiła się realna alternatywa dla pracy na oddziale skorzystałem z niej. Moja zawodowa przyszłość to z jednej strony projekty europejskie przy których pracy dla psychologów jest całkiem sporo a przy tym za sensowne pieniądze, a z drugiej strony terapeutyczna praca we własnym gabinecie. Bo gdy pracuję sam dla siebie, jakoś łatwiej bladym świtem z łóżka wstawać. Ale to już zupełnie inna historia


no to powodzenia.
Powodzenia! Ja tez niedawno zmienialam prace i teraz dla odmiany pracuje m.in. na oddziale psychiatrycznym. Mam nadzieje ze bedziesz kontynuowac bloga, czyta sie go bardzo ciekawie.
Ja także życzę powodzenia i czekam na następne wpisy:)
Mam także małą prośbę, czy mogłabym prosić coś na temat terapii zaburzeń odżywiania, konkretnie anoreksji bulimicznej z którą staram się walczyć oraz osobowości borderlaine.
Tytuł trochę nieprawdziwy – nie ma raczej szans się z nią pożegnać. Tylko pacjenci się zmienią – pewnie na takich, którym można bardziej pomóc jako psycholog.
Praca w szpitalu dla psychologa chyba powinna być przygodą – chociażby ze względu na opłacanie na poziomie salowej (z szacunkiem dla salowych).