Po chrześcijańsku
Kilkanaście dni temu zadzwoniła do mnie pewna pani. Opowiedziała mi o swoim zaniepokojeniu stanem nastoletniego syna; wedle jej słów miał on przejawiać m.in zachowania obsesyjne i autodestrukcyjne. To co jednak było dla mojej rozmówczyni najtrudniejsze to, to że chłopiec przejawia „zachowania homoseksualne”.
Tak jak w większości takich sytuacji zaproponowałem sesję konsultacji rodzinnej - w moim odczuciu to najsensowniejsze działanie, wtedy gdy kłopot dotyczy nastolatka. Pani wysłuchała mojej propozycji, przyjęła ją z aprobatą, lecz po chwili zadała mi pytanie. Ciekawił ją mój stosunek do homoseksualizmu – czy uważam iż orientacja seksualna jest uwarunkowana genetycznie, czy też może tak jak psycholodzy chrześcijańscy wyznaje pogląd, że kształtuje się ona w ciągu życiu a co za tym idzie można ją zmienić gdy jest „nieprawidłowa”. Odparłem oczywiście, że homoseksualistą człowiek się rodzi. Nie zdążyłem dodać nic więcej gdyż w tym momencie moja rozmówczyni poinformowała mnie iż rozmowę uważa za zakończoną i odłożyła słuchawkę.
Rozmyślając o tej krótkiej konwersacji pojawiło mi się w głowie kilka niepokojących pytań. Jakie są granice decydowania przez rodzica o życiu niepełnoletniego dziecka? Przyjmując, że syn pani, która do mnie dzwoniła faktycznie jest gejem, to czy jego rodzice mają prawo z pobudek czysto ideologicznych próbować zmieniać jego orientację? Jaki to może mieć wpływ na tego chłopaka, jego rozwój i codzienne funkcjonowanie? Co z nim się stanie za lat powiedzmy 5, wypełnionych staraniami zatroskanych rodziców o jego powrót na „właściwą” ścieżkę?
Druga kwestia jaka mnie zastanowiła, to czy pani znajdzie kogoś, kto legitymując się wykształceniem uniwersyteckim a może nawet i psychoterapeutycznym zaproponuje „leczenie z homosekualizmu”. Szybki googiel i okazuje się, że oczywiście. Jest nawet całe stowarzyszenie, które skupia takich psychologów. Zastanawiam w jaki sposób tym przedstawicielom mojej profesji udaje się godzić nakazy religijne, stojące w rażącej sprzeczności z ustaleniami naukowymi.
Każdy ma prawo decydować o swoim życiu. Jeżeli chce mieć pewność, że w problemach pomaga mu osoba, która nie przekroczy pewnych ram ideologicznych, ma taką możliwość. Lecz kiedy dotyczy to dziecka, to mam wrażenie, że potencjalnych zagrożeń jest bardzo dużo.


Intryguje mnie fakt, że owo ‘leczenie z homoseksualizmu’ wyskakuje zwykle w połączeniu z informacją o połączeniu ‘specjalisty’ z nurtem chrześcijańskim
(przejrzałam kilka takich ofert/ogłoszeń i akurat we wszystkich z czymś takim się spotkałam)
Stąd moje pytanie. Czy wam/Tobie Sophers połączenie chrześcijańskich wizji człowieka, psychologi chrześcijańskiej (w zasadzie nie do końca wiem jak to prawidłowo nazwać) nie wydaje się ograniczające, ba czasem zakłamujące rzeczywistość?
W mojej głowie jakoś to połączenie się kłóci.
Hmmm… czyli czy może dla dobra i w ogóle nie lepiej było „skłamać”. W cudzysłowie, bo można po prostu zniuansować i powiedzieć trochę to co klient chce usłyszeć, a resztę dowie się w swoim czasie.
A zniuansować, bo np. ja bym nie mówił tak ostro, że „homoseksualistą człowiek się rodzi”. Może tak, a może nie, ale najważniejsze, że jakie ma to kurna znaczenie?! Nikt np. nie rodzi się Polakiem (cokolwiek by genetyczni patrioci nie pieprzyli), ale ani to łatwo zmienić, ani niewielu ma w ogóle na to ochotę.
@inz.mruwnica
Pytanie było zadane w taki sposób, że równie dobrze „prawidłowa odpowiedź” mogła być przeciwna do tej, której udzieliłem.
Jako terapeuta mam obowiązek wprost i bez ściemniania odpowiadać na wszelkie pytania klienta w sprawie mojego wykształcenia, doświadczenia, sposobów pracy czy też poglądów w sprawach dla niego ważnych, tak aby wybierając się do mnie miał poczucie, że trafił do osoby, do której chciał trafić.
Dla tej klientki postawa terapeuty wobec homoseksualizmu była warunkiem wstępnym do umówienia się w ogóle na spotkanie. I stąd taka a nie inna moja odpowiedź.