3

Po chrześcijańsku

Posted by Sophers on 05/17/2011 in w naszym świecie

Kilkanaście dni temu zadzwoniła do mnie pewna pani. Opowiedziała mi o swoim zaniepokojeniu stanem nastoletniego syna; wedle jej słów miał on przejawiać m.in zachowania obsesyjne i autodestrukcyjne. To co jednak było dla mojej rozmówczyni najtrudniejsze to, to że chłopiec przejawia „zachowania homoseksualne”.

Tak jak w większości takich sytuacji zaproponowałem sesję konsultacji rodzinnej  - w moim odczuciu to najsensowniejsze działanie, wtedy gdy kłopot dotyczy nastolatka. Pani wysłuchała mojej propozycji, przyjęła ją z aprobatą, lecz po chwili zadała mi pytanie. Ciekawił ją mój stosunek do homoseksualizmu – czy uważam iż orientacja seksualna jest uwarunkowana genetycznie, czy też może tak jak psycholodzy chrześcijańscy wyznaje pogląd, że kształtuje się ona w ciągu życiu a co za tym idzie można ją zmienić gdy jest „nieprawidłowa”. Odparłem oczywiście, że homoseksualistą człowiek się rodzi. Nie zdążyłem dodać nic więcej gdyż w tym momencie moja rozmówczyni poinformowała mnie iż rozmowę uważa za zakończoną i odłożyła słuchawkę.

Rozmyślając o tej krótkiej konwersacji pojawiło mi się w głowie kilka niepokojących pytań. Jakie są granice decydowania przez rodzica o życiu niepełnoletniego dziecka? Przyjmując, że syn pani, która do mnie dzwoniła faktycznie jest gejem, to czy jego rodzice mają prawo z pobudek czysto ideologicznych próbować zmieniać jego orientację? Jaki to może mieć wpływ na tego chłopaka, jego rozwój i codzienne funkcjonowanie? Co z nim się stanie za lat powiedzmy 5, wypełnionych staraniami zatroskanych rodziców o jego powrót na „właściwą” ścieżkę?

Druga kwestia jaka mnie zastanowiła, to czy pani znajdzie kogoś, kto legitymując się wykształceniem uniwersyteckim a może nawet i psychoterapeutycznym zaproponuje „leczenie z homosekualizmu”. Szybki googiel i okazuje się, że oczywiście. Jest nawet całe stowarzyszenie, które skupia takich psychologów. Zastanawiam w jaki sposób tym przedstawicielom mojej profesji udaje się godzić nakazy religijne, stojące w rażącej sprzeczności z ustaleniami naukowymi.

Każdy ma prawo decydować o swoim życiu. Jeżeli chce mieć pewność, że w problemach pomaga mu osoba, która nie przekroczy pewnych ram ideologicznych, ma taką możliwość. Lecz kiedy dotyczy to dziecka, to mam wrażenie, że potencjalnych zagrożeń jest bardzo dużo.

 

 

 

 

 

VN:F [1.9.10_1130]
Rating: 7.9/10 (17 votes cast)

Tagi: , ,

 
3

Kompetencje czy papiery?

Posted by Sophers on 04/26/2011 in psychiatryk, Różne sprawy

TVN-owska „Uwaga” ma chyba specjalny zespół rozpoznający nadużycia  w obrębie psychiatrii i psychoterapii. Jakiś czas temu ujawnili skandaliczne metody działania profesora Lechosława Gapika a kilka dni temu przedstawili historię fizjoterapeutki z Warszawy, która z powodzeniem przez 10 lat pracowała m.in w renomowanym Instytucie Psychiatrii i Neurologii. Niestety, wbrew temu co mówiła, nigdy nie ukończyła studiów na AWF-ie w Poznaniu i przez cały ten czas posługiwała się sfałszowanym dyplomem. Na sprawę zwrócił uwagę, na swoim blogu Tomasz Witkowski.

Pod wpisem autora prowokacji, która w drobny mak rozwaliła wiarygodność  psychologicznego pisma „Charaktery”, wywiązała się dyskusja o tym co istotniejsze w pracy z ludźmi: posiadane umiejętności, skuteczność wykorzystywanych technik i ich użyteczność dla pacjentów/klientów czy też posiadane dyplomy. Pojawiło się nawet stwierdzenie, że zdecydowanie większą szkodę poniosło społeczeństwo tracąc rozchwytywaną „terapeutkę” niż miałoby to miejsce gdyby mogła dalej pracować.

Myślę, że taka alternatywa  jest fałszywa. Owszem, kompetencje, doświadczenie i skuteczność są niesłychanie ważne ( rzecz jasna, nie tylko w działce terapeutycznej) lecz równie istotne jest posiadanie pewnych podstaw. Bo tym dla mnie właśnie jest np. dyplom psychologa. Dla tych, z którymi terapeuta pracuje to dowód, że nie poczuł on nagle pewnego pięknego dnia mocy do uzdrawiania, przybyłej prosto z nieba, lub nie nabył umiejętności niemalże magicznych na weekendowym kursie. Że metody, którymi się posługuje w większym lub mniejszym stopniu odnoszą do naukowych podstaw funkcjonowania człowieka. Zakładam, że tego właśnie może oczekiwać, udając się do kogoś kto przedstawia siebie jako „tradycyjnego” a nie „alternatywnego” terapeutę czy lekarza.

Zastanawiam się, gdzie bohaterka „Uwagi” nabyła swoje umiejętności i co miała na myśli mówiąc „pracuję swoją metodą” No i jak to się stało, że szacownych terapeutów z Instytutu Psychiatrii i Neurologii nie interesowało nic po za „brakiem skarg”? Bo chyba nawet krótka obserwacja pracy tej pani dałaby odpowiedź czy to co robi ma cokolwiek wspólnego z profesją za przedstawicielkę której się podawała.

VN:F [1.9.10_1130]
Rating: 7.8/10 (4 votes cast)

Tagi: , ,

 
0

Z rozmyślań przy jeżdżeniu: lek na wszystko

Posted by Sophers on 04/19/2011 in Różne sprawy, Uncategorized

Od kilku tygodni uczę się jeździć samochodem. Instruktor za każdym razem włącza radio. Czując się za kierownicą coraz pewniej, wsłuchuje się w to co leci w radiu. Pomiędzy nie rozróżnialnymi piosenkami i udającymi idiotów prezenterami pojawiają się reklamy. Dawno nie słuchałem radia w takiej ilości, a zwłaszcza reklam jakie się w nim pojawiają. Reklamy te każdego dnia powodują, że jestem co raz bardziej przerażony.

Oto dziecko, na ucho 10-12 latek, który nie chce jeść. Na całe szczęście mamusia znalazła świetny specyfik, dzięki któremu „niejadek zje obiadek”  Dalej dwie młode kobiety: jedna z nich wyraża obawę, co do efektów zażywania tabletek antykoncepcyjnych, jej serdeczna przyjaciółka poleca znakomity preparat, który zabezpieczy przed wszelkimi dolegliwościami, czyli: tabletka, która pomoże brać tabletki. Kolej na instruktora fitnessu, który ze smutkiem informuje, że jego klienci przestali ćwiczyć, pojawiła się bowiem genialna kawa odchudzająca, przez co aktywność fizyczna stała się całkiem zbyteczna. O cudownych tabletkach na nawet najmniejszy ból głowy, dolegliwości gastryczne, nadmierny stres i bezsenność oraz potencję (a to wszystko, oczywiście, bez recepty!) już nawet nie warto wspominać.

Kolejny raz, za szybko włączając kierunkowskaz na rondzie (ufam, że kierowcy za mną, słuchają tego samego radia i zapamiętali nazwę, tego znakomitego leku na stres) zastanawiam się,  jak do tego doszło. Odpowiedź nasuwa mi się szybko: pragniemy ukojenia. Szybkiego, bezbolesnego i najlepiej bezwysiłkowego sposobu na pozbawienie się wszelkich trudności, problemów i dyskomfortów. Producenci po prostu adekwatnie reagują na tą potrzebę. Wymyślą remedium na wszelkie dolegliwości.

Wsłuchując się w trąbienie kierowcy zirytowanego, tym, że za długo, w jego mniemaniu, włączam się do ruchu, marnując tym samym jego czas (pomysł na kolejną notkę!) myślę nad konsekwencjami. Jeżeli ktoś wzrasta w przekonaniu, że na wszystko jest tabletka, ogląda w telewizji lśniące szczęściem twarze, po zażyciu Ibupromu czy innego Apapu, to co zrobi gdy specyfiki dostępne bez recepty przestaną działać? Gdy ból będzie tak silny, że ukoi go jedynie Ketonal, gdy stres i lęk będą tak duże, że lekarz bez słowa przepisywać będzie kolejną dawkę Xanaxu? Co robi to z poczuciem sprawstwa, umiejętnością rozpoznawania sygnałów z własnego ciała czy też, po prostu ze zdolnością do radzenia sobie z tym co trudne?

Z sukcesem parkując na zatłoczonym parkingu, myślę o tym, że klientów mi nigdy nie zabraknie. Tylko w tym przypadku jakoś wcale mnie to nie cieszy.

 

VN:F [1.9.10_1130]
Rating: 5.5/10 (4 votes cast)

Tagi: , ,

 
5

Bez problemu

Posted by Sophers on 03/15/2011 in prywatne, Uncategorized, w naszym świecie

Ludzie trafiają do mnie na różne sposoby. Najczęściej sami dochodzą do wniosku, że spotkanie z psychologiem może być dla nich użyteczne. Przychodzą wtedy z konkretnym problemem, określonymi oczekiwaniami względem mnie i większym lub mniejszym zapałem do pracy. Najlepiej się czuję, właśnie w takim kontekście pracy.

Pracuję (lub pracowałem) w wielu różnych kontekstach – szpitala psychiatrycznego, prywatnego gabinetu, ośrodka pomocy społecznej, punktu konsultacyjnego. Sprawia to, że czasem spotykam się z ludźmi, którzy nie do końca z własnej woli się u mnie znaleźli, nie mają przekonania, że to akurat psycholog może być im potrzebny a czasem wręcz nie mają przekonania iż dotyka ich jakikolwiek problem.

Przychodzą za namową pracowników socjalnych, za sugestią rodziny lub współmałżonka, bo inaczej nie dostaną jakichś pieniędzy, bo uczestniczą w projekcie europejskim, w którym ustalono taki obowiązek, ewentualnie skierował ich lekarz albo usłyszeli gdzieś, że u psychologa dostać można, genialną, złotą radę, w pełni rozwiązującą nawet najbardziej skomplikowane problemy. W takiej sytuacji badam perspektywy, wszystkich zainteresowanych, tym aby ten konkretny człowiek się ze mną spotkał, ich oczekiwania w związku tym oraz stosunek do tychże siedzącej przede mną osoby. Czasem ze sprawdzania takiego wyłaniają się cele do pracy. Pojawia się do niej motywacja.

Czasami jednak, tak się nie dzieje. Osoba może nie uznawać za problem, tego co widzi w ten sposób jej otoczenie. Może nie mieć ochoty rozmawiać o tym ze mną (albo z psychologiem w ogóle), może mieć swoje pomysły na rozwiązanie dotykających ją kłopotów, wreszcie może mieć przeświadczenie, że z doświadczanym problemem jest w stanie żyć.

Niektórzy przedstawiciele mojej profesji nazwą to oporem i podsuną zestaw sposobów na jego przełamywanie. Poświęcą wiele czasu i energii aby przekonać swojego pacjenta lub klienta, do tego że posiada problem i namówić do poszukiwań sposobów na poradzenie sobie z nim. Część z nich zaproponuje nawet gotowe rozwiązania.

Nie twierdzę, że to źle, w sytuacjach zagrożenia życia i zdrowia, tacy fachowcy są wręcz niezbędni. Ponadto, moim zdaniem, w pracy terapeutycznej dobre jest to, co jest użyteczne klientowi/pacjentowi.

Źle czuje się jednak gdy zmuszony jestem komuś coś narzucać, nakłaniać do czegoś czego on sam nie chce. Szczególnie gdy chodzi o spotkania ze mną. Dlatego, nie udaje kogoś, kim nie jestem, szanuje decyzje i potrzeby osoby siedzącej naprzeciw mnie. W końcu to ona siebie zna najlepiej i to ona wie, co jest dla niej najlepsze.

I czasem za takie podejście obrywam.

VN:F [1.9.10_1130]
Rating: 5.5/10 (4 votes cast)

Tagi: ,

 
8

Psychoterapeutka?

Posted by Sophers on 03/12/2011 in w naszym świecie

Kilka dni temu wybrawszy się z koleżanką na kawę do mojej ulubionej kawiarni w Koszalinie natknąłem się na wizytówkę pani Iwony Walkowiak – Dobrzańskiej. Kawałek papieru, zaginął gdzieś w czeluściach kieszeni mojego płaszcza, lecz utkwiło mi w głowie iż pani Iwona bardzo wyraźnie tytułowała się na nim psychoterapeutką. Podobnie zresztą we wszelkich katalogach widnieje jako osoba zajmująca się psychoterapią lub wręcz nawet  jako psycholog

Na swojej stronie w sekcji „Kim jest Iwona Walkowiak – Dobrzańska”, nie zdradza o sobie żadnych informacji, za to powołuje się na autorytet niejakiego prof. dr hab. Jacka Czarapanieckiego, twórcy „teorii szczęścia”, który to zachwala ją jako „doskonale przygotowaną do zawodu terapeuty” oraz, że  można „obdarzyć ją zaufaniem powierzając własne sekrety, problemy, oczekiwania, nadzieje”. Zaintrygowała mnie ta teoria szczęścia i jej dotąd nieznany mi twórca. Niestety, nazwisko profesora wrzucone w Google zwraca tylko jeden wynik… ze strony pani Iwony. Czyżby zatem profesor istniał tylko w głowie „posiadającej niezwykłe zdolności”?

Niezmiernie zaintrygowało mnie jednak to, gdzie kształciła się ta niezwykle utalentowana terapeutka. Trafiłem na jej profil na Facebooku . W sekcji wykształcenie i praca widnieje Europejska Akademia Psychologii Integracyjnej. Szkoła to już legendarna. W istocie filia Międzyregionalnej Akademii Zarządzania Personelem w Kijowie, oferuje wykształcenie nie uznawane w Polsce. Swego czasu przyjmowała na „studia” osoby bez średniego wykształcenia i powoływała się na rekomendacje jednego z ministerstw, sęk w tym, że to ministerstwo nie miało o szkole bladego pojęcia. Osoba posiadająca dyplom tejże uczelni w rozumieniu Polskiego prawa nie jest psychologiem, nie posiada uprawnień do wykonywania tego zawodu. Więcej o tej szkole ( i jej podobnych) pisałem kiedyś tutaj

Pani Iwona chwali się na swojej stronie również stworzeniem i rozwijaniem autorskiej metody pracy „Aloka” Krótki opis wskazuje na wymieszanie wszystkiego ze wszystkim, a w szczególności teorii i sposobów pracy często drastycznie sprzecznych ze sobą. Jak pani Iwona łączy tezy takich twórców jak „Sigmunt Freud, Carl Gustaw Jung, Milton H.Ericson, Philip Zimbardo, Jan Strelau, John Bradshaw, Stephen R.Covey, Joe Vitale, Louise L.Hay, Robert T.Kiyosaki, Robert Cialdini” w logiczną całość to naprawdę trudno mi jest sobie wyobrazić. Sam opis metody brzmi absolutnie jak szamanizm. Także  druga część oferty wygląda podobnie. Hipnoza w rozumieniu pani Iwony to cudowny środek na wszystko od palenia po udane życie towarzyskie. Co to wszystko ma wspólnego z psychoterapią? Obawiam się, że nie zbyt wiele.

Być może jest tak, że pani Iwona jest doskonała w tym co robi i ma tłumy zadowolonych klientów. Jednak, moim zdaniem, popełnia poważne nadużycie. Wykorzystuje fakt, braku formalnego sprecyzowania  tego kim jest psychoterapeuta i jak  się nim zostaje oraz wprowadza w błąd swoich potencjalnych klientów.

Żyjemy w wolnym kraju, każdy może sprzedawać usługę jaką mu się żywnie podoba, jeśli tylko znajdzie na nią klientów. Alternatywni  psycholodzy i psychoterapeuci, korzystają z tego i dobrze. Mój sprzeciw budzi jednak sytuacja, w której podszywają się pod tradycyjnych terapeutów, wykorzystując małe upowszechnienie  wiedzy na ten temat. Obiecują przy tym cudowne rozwiązania i genialne metody, które rzadko mają cokolwiek z psychoterapią wspólnego.

Dlatego apeluję o sprawdzanie specjalistów, z pomocy których zamierzacie korzystać.

VN:F [1.9.10_1130]
Rating: 8.7/10 (15 votes cast)

Tagi: , , ,

 
5

Kazik kontra rzeczywistość. Starcie drugie.

Posted by Sophers on 03/03/2011 in Różne sprawy

Nieco ponad półtora roku temu Kazik Staszewski dał pierwszy publiczny dowód lekkiego niedostosowania do współczesnego świata, reagując histerycznie na wyciek przygotowywanej właśnie do wydania płyty Kultu „Hurra”

Że są wyzwania, z którymi, delikatnie mówiąc, lider Kultu, średnio sobie radzi to okazało się wczoraj, gdy jeden z dziennikarzy „Gazety Wyborczej”, piszący bloga na platformie blox.pl,  opublikował list jaki w imieniu Kazimierza dostał z kancelarii adwokackiej „Malanowscy i wspólnicy”.

W dużym skrócie: Kazik uznał (lub tak mu podpowiedziano), że jego prawa są poważnie naruszane poprzez wykorzystanie przez blogującego dziennikarza sentencji „Konsument mówi, że je aby jeść” jako podtytułu (motta?) dla swojego bloga. Adwokaci reprezentujący muzyka zażądali natychmiastowego usunięcia wspomnianych słów oraz udostępnienia statystyk bloga, w celu naliczenia odpowiedniej kwoty pieniężnej. Dziennikarz skrupulatnie wyliczył ile zarobił na reklamie umieszczanej na swoim blogu. 32,57 zł.

Początkowo sprawa wyglądała, na nadgorliwość adwokatów reprezentujących Staszewskiego, jednakoż ze źródeł zbliżonych do muzyka, dochodzą sygnały, że działania zostały podjęte za jego wiedzą i zgodą.

Co takiego poplątało się Staszewskiemu? Po pierwsze, najprawdopodobniej, wyszedł z założenia, że skoro autorem tekstów na blogu jest dziennikarz „Wyborczej” to, tenże blog jest niejako przedłużeniem papierowej GW

Po drugie, ktoś mu podpowiedział, lub sam to sobie wymyślił, że z bloga osiąga się jakieś kosmiczne dochody (co przy wyobrażeniu, że jest on jednym z oficjalnych mediów Agory, wydawcy Gazety, wydaje się być logicznym założeniem)

Po trzecie zaś (ta hipoteza wydaje mi się być najsłabszą) uznał, że napisane przez niego zdanie, jest takim magnesem na potencjalnych czytelników, bloga o sprawach konsumenckich, że autor z wykorzystania jego odnosi jakieś namacalne korzyści.

Sam Staszewski bowiem, GW niespecjalnie lubi. Kilka lat temu był stałym felietonistą w dodatku do tejże, „Gazecie Telewizyjnej”. Rozstanie odbyło się w mało przyjemnej atmosferze. Redakcja odmówiła wydrukowania ostrego politycznie tekstu, zaś Kazik w proteście, podziękował GW za współpracę. Czyżby Staszewski zwęszył okazję na dokopanie GW?

z Wikipedii

Dziwnym wydaje się również to, że w otoczeniu Staszewskiego, tym bliższym jak i wśród reprezentujących go prawników nie znalazł się nikt kto by przekonał go, jak słabym pomysłem jest wyciąganie przeciwko dziennikarzowi takich armat. A może w kancelarii „Malanowski i partnerzy” ktoś mało zorientowany w realiach zwąchał widoki na sowitą prowizję i Staszewskiego do tak absurdalnego działania namówił?

Tak czy inaczej straszenie dziennikarza sądem i domaganie się pieniędzy, za wykorzystanie słów, jawi mi się jako przejaw małostkowości, przewrażliwienia na swoim punkcie oraz złośliwości. Lider Kultu sam bowiem ustawił się na pozycji takiego, któremu zależy tylko i wyłącznie na pieniądzach i żadnej okazji na to aby te zdobyć nie popuści. W połączeniu z zupełnym brakiem znajomości tematu i specyfikidziennikarskiego bloga, wyszło coś co śmiało można nazwać kompromitacją.

Przykre.

VN:F [1.9.10_1130]
Rating: 8.4/10 (11 votes cast)

Tagi: ,

 
3

O portalach randkowych

Posted by Sophers on 02/16/2011 in Różne sprawy

Moja wypowiedź dla Mediów Regionalnych (m.in Głos Koszaliński) , zamieszczona w artykule „Serwisy randkowe biją rekordy popularności”

Pytanie od dziennikarki brzmiało: Dlaczego coraz więcej osób loguje się na serwisach randkowych?. Czy szukamy tam miłości czy przygody? Dlaczego łatwiej jest nam w rzeczywistosci wirtualnej szukać partnera?

A moja odpowiedź:

Motywacje do korzystania z takich serwisów mogą być różne. Jednak w przeważającej części wiążą się one z poszukiwaniem partnera. Wśród moich klientów jest to zjawisko coraz częstsze. Osoby korzystające z takich serwisów, często wyrażają nadzieję, na to iż to właśnie tam znajdą kogoś, z kim stworzą stały związek. Łatwiej szukać znajomości i
nawiązywać kontakty przez internet, głownie dlatego iż takie serwisy sprawiają wrażenie, że podają wszystko co potrzebne do zbudowania związku na tacy. Możemy filtrować potencjalnych partnerów pod względem
zainteresowań, wieku, skłonności do używek, czy też oczekiwań względem drugiej strony i cech fizycznych.

Daje to, złudne niestety, poczucie, że wybieramy kogoś możliwie najodpowiedniejszego dla nas. Kolejne udogodnienie związane z serwisami randkowymi to poczucie bezpieczeństwa jakie one dają. Spotykając kogoś w rzeczywistości narażamy się na odrzucenie, obojętność, rozczarowanie. W przypadku korzystania z takiego serwisu, ryzyko takich doznań jest mniejsze, a nawet jeśli ktoś nie wyrazi ochoty na dalszy kontakt z nami, to do dyspozycji jest kilkadziesiąt innych osób. Dla osób uważających się za nieśmiałe, czy też z jakiegoś powodu nieatrakcyjne to bardzo duże udogodnienie.

Serwisy randkowe cieszą się również popularnością wśród osób zapracowanych, mających mało czasu na życie towarzyskie, nawiązywanie kontaktów oraz ich podtrzymywanie. Mogą być traktowane jako swego rodzaju droga na skróty do stworzenia satysfakcjonującej relacji. Warto jednak pamiętać, że obraz siebie jaki tworzą ludzie w internecie może być fałszywy. Weryfikacja tego kto jaki naprawdę jest następuję dopiero w momencie spotkania twarzą w twarz.

VN:F [1.9.10_1130]
Rating: 5.5/10 (2 votes cast)

Tagi: , ,

 
5

Profesor Legutko mówi bzdury

Posted by Sophers on 02/13/2011 in polityka, Różne sprawy, Uncategorized

Profesor Ryszard Legutko to naukowiec, filozof, a także polityk. Pełnił przez kilka miesięcy funkcję Ministra Edukacji Narodowej w rządzie Jarosława Kaczyńskiego (po ostatecznym rozpadzie koalicji PiS z Samoobroną oraz Ligą Polskich Rodzin, którego efektem była dymisja z tego stanowiska Romana Giertycha). Obecnie jest europosłem z ramienia Prawa i Sprawiedliwości.

Ostatnio profesor Legutko wziął udział w konferencji „Szkoła po Polsku” zorganizowanej przez Towarzystwo Nauczycieli Szkół Polskich (organizacji, zdaje się, promującej bardzo konserwatywne, podejście do edukacji i stojącej w kontrze do zmian jakie zachodzą systemie edukacji w Polsce w ostatnich latach.)

Na tymże spotkaniu profesor Ryszard Legutko odezwał się w te słowa:

Z kategorii wychowawczych, o których się mówi obecnie, pozostaje tylko walka z przemocą w szkole oraz wychowanie do tolerancji. Ale ponieważ walka z przemocą w szkole często stoi w sprzeczności z ideą tolerancji, idea tolerancji wygrywa i nawet z przemocą w szkole się nie walczy

Zastanawiam się w jaki sposób, walka z przemocą miałaby stać w sprzeczności z ideą tolerancji? Czyżby profesor L. obraz postaw tolerancyjnych miał tak wykrzywiony, że widzi je jako akceptację dla przemocy, agresji i wszelkich innych destruktywnych działań? A może w głowie profesora przemoc znajduje się bardzo blisko nie rzucania kamieniami w osoby w jakikolwiek sposób odróżniające się od przeciętnego ucznia, choćby ze względu na wiarę, rasę czy też orientację seksualną? Czy w zdrowej, zasługującej na miano „Polskiej” szkole, jest w ogóle miejsce dla takich osób?

Że profesor Ryszard Legutko opowiada absolutne bzdury, przekonać się można, w ciągu kilku sekund. Program „Szkoła bez przemocy”, realizowany jest z powodzeniem już od kilku lat, bierze w nim udział 3000 szkół. Wystarczy również przejść się, do pierwszego z brzegu gimnazjum, czy też liceum i porozmawiać z pracującymi tam psychologami i pedagogami, by dowiedzieć się, że działania na rzecz zmniejszenia skali zjawiska przemocy wśród uczniów to stały element ich pracy. I jakoś nie stoją one w sprzeczności z ideami tolerancji. Ba, to właśnie brak tolerancji dla innych postaw może być często przyczyną agresji i przemocy.

Obawiam się jednak, że te fakty, stoją w rażącej sprzeczności z ideologią wyznawaną przez profesora Ryszarda Legutkę.

VN:F [1.9.10_1130]
Rating: 7.4/10 (7 votes cast)

Tagi: , , ,

 
1

O agresji u dzieci kolejny raz

Posted by Sophers on 01/27/2011 in Różne sprawy

Tym razem napisałem kilka słów na prośbę dziennikarki z Wirtualnej Polski. Wklejam tutaj, bo pewnie w artykule znajdą się ze dwa zdania

1. Skąd taka agresja u coraz młodszych dzieci? Czy ma na to wpływ zanik więzi rodzinnych, a może tzw. bezstresowe wychowanie, o którym się tak często mówi, a może zupełnie inne zjawisko?

Niewątpliwie źródeł tego zjawiska należy upatrywać w tym co się dzieje w środowisku rodzinnym. Jednakże agresja nie wynika tylko i wyłącznie z braku stawiania dzieciom granic i co za tym idzie nie doświadczaniu przez nich konsekwencji tego co robią, lecz również z nadmiernej opresyjności i surowości. Rozluźnianie się więzi a także wzorce podpatrywane przez dzieci w domu (np. w tym jak wygląda relacja rodziców) mogą wpływać na intensywność zachowań agresywnych

Czego nie napisałem dziennikarce, lecz warto o tym wspomnieć: tzw „bezstresowe wychowanie” to mit. Ładnie to opisał kiedyś Wojciech Orliński

2. Szkoła zrzuca odpowiedzialność za agresję na wychowanie przez rodziców, rodzice bronią się wpływem rówieśników i złym systemem szkolnictwa. Czy rola wychowania nie leży przede wszystkim w rękach rodziców, a dopiero później  szkoły?

Jedno i drugie ma znaczenie. O ile podstawowe wzorce zachowania i postępowania dzieci wynoszą ze swoich rodzinnych domów, o tyle w szkole niejako wcielają je w życie. Szkoła nie może pozostawać bierna przy zjawisku agresji. Musi dostarczać dzieciom  także kompetencji społecznych, których przejawem braku są zachowania agresywne. Zmian postaw nie można jednak dokonać, skupiając się jedynie na samych dzieciach. W ten proces należy również angażować rodziców – szkoła i rodzice muszą ze sobą współdziałać.

3. Dlaczego tyle agresji akurat w szkole? Czy szkoły mogą skutecznie walczyć z przemocą między rówieśnikami?

Szkoła jest naturalnym środowiskiem społecznym dziecka. To tam przecież dzieci spędzają najwięcej czasu, tam mają najintensywniejsze kontakty z rówieśnikami i w szkole właśnie najlepiej widać jak sobie w relacjach interpersonalnych radzą. Szkoła może i powinna walczyć ze zjawiskiem przemocy i wielu placówkach aktywnie jej się przeciwdziała. Psycholodzy, pedagodzy, nauczyciele, pedagodzy zatrudnieni w oświacie z powodzeniem realizują programy profilaktyczne w tej kwestii. Rozwijanie ogólnie pojętych kompetencji społecznych, również zmniejsza natężenie agresji wśród młodzieży

4. Niepokojącym zjawiskiem jest agresja wśród dziewcząt. Dlaczego młode kobiety chcą dominować siłą – co jest znamienne dla meżczyzn, a zatracają  swoją delikatność, rozsądek i opanowanie?

Te wymienione cechy, to elementy  stereotypu kulturowego dotyczącego kobiet. Przemiany społeczne i kulturowe skutkują, także zachowaniami u dziewcząt nie obserwowanymi lub występującymi w znacznie mniejszym zakresie 20 czy nawet 10 lat temu. Młode dziewczyny mają więcej do udowodnienia, pokazania stąd te zachowania

5. Co powinni robić rodzice, by zapobiegać agresywnym zachowaniom swoich pociech?

Odpowiedź jest banalna: być ze swoimi dziećmi, na tyle na ile to możliwe. Pozwalać im doświadczać konsekwencji swoich zachowań, stawiać granicę. Jednak absolutnie nie stosować agresji, w żadnej formie,wobec nich . Jako środek wychowawczy działa ona na krótką metę, a skutki tego mogą być opłakane w przyszłości. Im lepsza relacja z rodzicami tym mniejsze problemy ma i sprawia w przyszłości dziecko.

VN:F [1.9.10_1130]
Rating: 7.9/10 (7 votes cast)

Tagi: , , ,

 
3

Weekend

Posted by Sophers on 01/26/2011 in filmy

Do reżyserskiego debiutu Cezarego Pazury podchodziłem z nieufnością. Z jednej strony druzgocące recenzje krytyków filmowych z drugiej zaś pełne sale i pozytywny oddźwięk na internetowych forach. Ponadto sam Pazura, udzielił wywiadów dla niemal wszystkich pism od Gali po Wprost, promując swoje dzieło, przedstawiając je jako nową jakość.

Wchodząc poprzedniego wieczora do sali kinowej mimo wszystko nie miałem jakichś wielkich oczekiwań; liczyłem na w miarę świeżą, zabawną i rozluźniającą po ciężkim dniu pracy komedię.

Niestety, już po pierwszych 15 minutach filmu wiedziałem, że wyrzuciłem pieniądze w błoto, zaś wieczór mogłem spędzić w zdecydowanie ciekawszy sposób.

Co jako pierwsze rzuca się w oczy to fatalna gra aktorska. Mimo, że nie brakuje tutaj większych i mniejszych gwiazd polskiego kina to, w większości, wypadają słabo, blado i nie przekonująco. Przerysowane postacie, które zapewne w zamyśle reżysera, miały wzbudzać śmiech, rażą siermiężnością i sztucznością

To co czyni dobrą komedię to dowcip, gra słów – twórcy „Weekendu” bardzo, ale to bardzo starali się aby wzorem „Kilera”, „Poranka Kojota” czy „Chłopaki nie płaczą” przemycić publiczności powiedzonka, które zostają w głowie. O ile, w tych bardziej znanych „gangsterskich” komediach, robiono to w sposób w miarę zgrabny tak tutaj są one natrętne, sztuczne i wymuszone. Same gagi zaś adresowane są najwyraźniej do nałogowych czytelników „Faktu” – kogo innego może rozśmieszyć pierdnięcie w windzie?

Z całego filmu, zdecydowanie zbyt długiego i nie trzymającego tempa, przez co nużącego, wyziera brak zdecydowania jego twórców. Tak jakby nie mogli podjąć decyzji czy chcą zrobić jajcarską komedię gangsterską (chociaż ten gatunek w Polsce chyba już do cna jest wyeksploatowany) czy opowiedzieć jakąś poważną historię. W efekcie nie wyszło im ani jedno ani drugie, zaś wątek utraconej miłości Maxa kompletnie nie pasuje do całej reszty .

Można by nad filmem Cezarego Pazury pastwić się jeszcze dłużej: że wtórny (wszystkie postacie, jakbym już gdzieś widział, tylko w zdecydowanie lepszej wersji), schematyczny, nieudolnie kopiujący z zachodnich produkcji. Tylko chyba nie warto tracić na to czasu. Tak jak i na sam film

VN:F [1.9.10_1130]
Rating: 10.0/10 (1 vote cast)

Tagi: , , ,

Copyright © 2009-2012 Sophers Blog All rights reserved.
Desk Mess Mirrored version 1.9.1 theme from BuyNowShop.com.